Saise męczy mnie co jakiś czas ponaglającymi komentarzami za co jestem mu ogromnie wdzięczny bo znów mnie zmotywował.
W Wawie jest jak jest z turniejami, jednak nie tak kolorowo jak wskazuje poprzedni post. Jednak 40 osób w lidze Cytadeli to dla mnie zagadka stulecia. Nie ma co się na ten temat rozpisywać bo zaczynam dochodzić do wniosku że tylko wspólne wyjazdy "za granicę" trzymają jeszcze w kupie to środowisko.
Ostatnio na turnieju zagrałem Armoured Battlegroup - stareńką listą niedawno odświeżoną przez Forge World. Szczerze przyznam, że do niedawna myślałem, że kompanie czołgów to etap zamknięty przez GW już dawno temu. A jednak. Co więcej - mimo, że nieco mniej oficjalnego, co rozumiem przez "pozbawionego kodeksu" supportu hobby z ich strony jest jak na lekarstwo to Fordż stara się nadrabiać (plotki mówią, że następny IA będzie miał odświeżoną listę chłopaków "Airborne40k" czy li Elysian)Wróćmy jednak na ziemię i do czołgów. Tak więc po odkurzeniu ich i zbudowaniu na szybko rozpiski - chciałem poużywać trochę nowych zabawek które doszły do codexu IG na którym jeszcze nie udało mi się zagrać - ale wszystko przed nami, poszedłem na turniej.
Bawiłem się doskonale i byłem na prawdę pod wrażeniem jaka wyszła zgrabna lista. Armia ma po trochu wszystkiego, spokojnie można sie pobawić na znaczniki i no i to co najciekawsze - to doskonałe uczucie, że wróg nie będzie się z tobą strzelał :)
Naprawdę ucieszyłem się, że nadal jest wsparcie dla armii których główną siłą jest nastawienie na przyjemność gry, odmianę od "trzyplusów" i nieco inne podejście ze strony przeciwników mimo swojego pozornego przedawnienia. Żeby tylko zwiększyła się się tolerancja na nie na turniejach, to będę chodził z bananem przez cały czas :)))
niedziela, 13 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz