Games Workshop zaskoczyło nas ostatnio, zupełnie nowym dodatkiem do Wh40k który pozwoli nam sprawniej i ciekawiej przeprowadzić potyczki za pomocą większych niż zwykle ilości czołgów czyli Spearheadzie. Mówię o zaskoczeniu nie tylko ze względu na specyficzną formę wydania (White Dwarf) ale też (w moim odczuciu) brak większej promocji zarówno ze strony wydawcy jak i plotkujących fanów. Po recenzję odsyłam tu, a tymczasem przechodzę do związku całej tej sprawy z Syrenką. Otóż, padł pomysł wykorzystania elementów Spearheada na Syrence. I tu pojawia się pierwsza z moich kilku wątpliwości. Czy to aby nie za dużo? Czy przez wprowadzenie kolejnego, niewiele mającego wspólnego z grą turniejową dodatku nie stworzymy chaosu zasadowego który odrzuci graczy. Należy pamiętać o przeszłych awanturach i problemach związanych z przystosowaniem Apokalipsy do turnieju. Uważam, że należy być ostrożnym przed udziwnianiem już i tak dziwnego turnieju. Zwłaszcza, że dzieła GW nie zawsze mają wiele wspólnego z balansem co wychodzi po kilku mocnych testach.
Kolejną sprawą która wywołała mój niepokój są Movie Marines. Dziwny wytwór którego totalnie nie kupuje. W zeszłym roku nie miałem nic przeciwko - warto było sprawdzić aby zobaczyć czy ma to jakąkolwiek turniejową rację bytu. Jedyne co moim zdaniem pozostawiło to niesmak. Co najmniej śmieszne były potyczki kilku modeli z wielkimi (jak na zwyczajowe polskie formaty punktowe) Syrenkowymi "standardowymi" armiami. Oprócz tego, chyba każdy kto był na turnieju w zeszłym roku pamięta awanturę związaną z podejściem graczy do wyglądu modeli. Nie wspomnę już o braku możliwości zbudowania tej armii na pełen format punktowy i jakimś tam specjalnym dostosowywaniu progów, oraz o całkowitym braku klimatu. Tak, wiem, że SM tacy powinni być naprawdę ale gramy w grę której autorzy stworzyli pewien klimat tej armii a Movie Marines nie mają z tym wiele wspólnego. Jest to "dodatek" lub, chyba wolę to słowo "wariacja" stworzona tylko i wyłącznie dla śmiechu. A już teraz wiem, że będzie sporo graczy którzy zamierzają tym grać. A nie o to chodzi.
Zastanawiam się nadal czy przyczepić się do stale powiększającego się formatu punktowego. Bo z jednej strony dzięki temu możemy grać naprawdę sporą armią i to jeszcze z czymś nietypowym co zazwyczaj kosztuje swoje, a z drugiej - lipcowa pogoda + 50 spoconych facetów na ciasnej bądź co bądź sali to nie jest wymarzony przez zdecydowaną większość ludzi (przynajmniej tak mi się wydaje :) ) sposób spędzania czasu. A taką sytuację też doskonale pamiętamy z zeszłego roku. Więc, chyba jednak jestem zwolennikiem "umiarkowanie dużego" limitu punktów. Jednak bardziej kręci mnie ten element, kiedy biorąc coś dużego musimy z czegoś rezygnować. 2400+ pkt już chyba nie powoduje takich dylematów.
Czekam na pełen regulamin. Póki co nie wiem w ogóle czy będę mógł grać na tegorocznym warszawskim turnieju. Niemniej jednak, zapraszam wszystkich, bo zapewniam, że granie z Apokaliptycznymi jednostkami sprawia wielką frajdę, a granie przeciwko niemałe wyzwanie. . Z wielkimi zabawkami łączą się też różne ciekawe historie związane z grą. Nie zapomnę jak cała armia Sławka B. tłukła fordżowego GUO spod znaku trzech siódemek. Albo Śmiech Emana który przyznał się, że pierwszy raz zdarzyło mu się ranić coś z Lascannona na 4+ :) Na Syrence zawsze bawiłem się przednio. Oby to, że jej tegoroczna wizja mnie nie porwała, nie sprawiło, że tym razem będzie inaczej.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz