Ostatnio sobie sporo myślałem o tym co się dzieje w Wawie. Mimo tego że mamy w zwyczaju spierać się o różne sprawy a każdy chce aby jego koncepcja była zaakceptowana, to wszystkim chodzi o jedno: w ten lub w inny sposób, zintegrować środowisko.
Jakby wejść do działu turniejowego na GV i obejrzeć listy zgłoszeń ostatnich kilku lokali, to ekipa jest cały czas ta sama, a nowych twarzy niewiele. Częściej nawet bywa tak, że wracają gracze ze starszych pokoleń :] niż pojawiają się młodsi. Przychodzi mi na myśl jeden turniej kiedy to przyszło dwóch chłopaków góra 12 lat, już ich odsyłaliśmy do lotrowej części korytarza a oni w tym samym momencie obwieszczają dumnie, że grają w 40k. Ale dosyć już wspomnień pora przejść do meritum.
Otóż "stałość" grona warszawskich graczy skłoniła mnie do refleksji. Założyć klub, ze składkami, hierarchią obowiązków i jakoś wreszcie, na swój sposób formalnie, połączyć tę bandę. Może ułatwiłoby to dialog, organizację eventów a nawet wspólne wyjazdy na turnieje. W innych miastach to działa i to bardzo efektywnie.
Myślałem też, jakby się do tego zabrać. Oczywiście pierwsze myśli pomknęły w stronę Glorii. Inkwizycja forum nie jest jednak zbyt entuzjastycznie nastawiona do tej formy stowarzyszenia. Wygląda na to, że nie chce mieć nowych problemów na głowie, forum wystarczy. Tak więc, patronat GV jest póki co nieosiągalny.
Można by sie próbować organizować samemu, ale z drugiej strony mam obawy dotyczące wielu problemów z tego wynikających, tj. kłótni, sporów, nieporozumień itp.
Ponadto całe warszawskie środowisko wypowiada się na Glorii, co już jest jakimś czynnikiem spajającym. Dobra nazwa poza tym :] Ale tu znów pojawia się argument przeciw: mogłoby to doprowadzić do zmiany statusu forum z "ogólnopolskie" na "warszawskie". A tego Inkwizycja sobie też raczej nie życzy. Jednak już od dawna można się spotkać z opinią, że forum tworzone głównie przez Warszawiaków i ich spraw dotyczące, ciężko nazwać ogólnopolskim.
W klubie widzę nadzieję na przyszłość. Myślę, że działanie w tego typu strukturze, ujawniłoby komu tak naprawdę zależy i z kim można się dogadywać w sprawie organizacji. Oczywiście byłaby to grupa o raczej inkluzywnym charakterze ale też bez przesady. Choć nigdy nie przyszłoby mi do głowy coś w tym stylu.
Póki co żyję koncepcjami. Nie mam zamiaru zaczynać na ten temat rozmowy nie posiadając żadnego konkretnego, dobrze rozbudowanego pomysłu, bo wiem to z doświadczenia, że byłaby to rozmowa kompletnie jałowa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz