czwartek, 8 maja 2008

Czelendż z Czelendżerem.

Zmożony i stopniowo wyniszczany maturalnym ciągiem, rzadko tu wpadam. Przepraszam i poprawiam się już. Bo jest o czym pisać. Nie są to dobre niusy, bo kolejne konflikty, ale i tak warte skomentowania i rzucenia na nie trochę światła.

Otóż kto by pomyślał, że samo ustalenie daty turnieju dwudniowego sprawi Warszawiakom aż taki problem? No właśnie. Można powiedzieć, że konflikt wyniknął ze złej interpretacji kontrowersyjnego posta Złego. Otóż Zły na forum ligowym w temacie dotyczącym wstępnych deklaracji chelkowych, bez ustaleń ze środowiskiem, a już w szczególności z ligowcami z Wawy, zgłosił termin naszego chelka. Muszę przyznać, że gdy zobaczyłem to dziś rano, to zachłysnąłem się kawą i mnie zmroziło.

Zadeklarowany na forum ligowym termin Snota - czyli Trójmiejskiego mastera to początek lipca, dlatego właśnie termin ten wywołał falę sprzeciwów. Okazało się jednak, że gracze z Gdańska, zastanawiają się nad umieszczeniem swojego mastera w drugiej połowie czerwca - co automatycznie tłumaczy termin zgłoszony przez Złego. Trzeba przyznać, że jest to też niespodzianka dla środowiska, które chyba - jak jeden maż - myślało, że to ferie zimowe będą nasze. Od tego momentu stałem się wiernym fanem pomysłu Złego. Druga połowa lipca to wprawdzie niewiele czasu na organizację ale VW nikomu by wtedy nie wadziła. Oczywiście jestem zwolennikiem tego terminu. bo chyba nie trzeba tłumaczyć wyższości lata nad zimą, a w dodatku dzięki temu wakacje będą bardzo obfite w eventy :]
Pozostaje tylko kwestia dogadania się z Pomorzanami w celu ustalenia terminów tak, żeby potem nic złego się nie okazało... przezorny zawsze ubezpieczony itd.

VW - jak to zostało stwierdzone - to turniej młody, wymagający jeszcze wielu szlifów.
Gracze zgłosili swoje sprzeciwy co do nazwy - niektórym VW kojarzy się z tym a jeszcze innym (szczególnie drugi człon nazwy) ...z tym.
Osobiście małe ma dla mnie znaczenie nazwa. Humorystyczny aspekt nie jest zły, ciekawym pomysłem jest też powrót do tradycji i nazwy Warszawska Masakra Mieczem Łańcuchowym - chwytliwe, trzeba przyznać. W każdym razie liczy się treść, nazwa to tylko jeden z wielu elementów który zawsze może ulec zmianie.

Nadal mamy w Warszawie problemy surowcowo - miejscówkowe. Pomysł wycieczki poza miastowej mógłby oszczędzić sporo kasy, przy zachowanym porządnym standardzie, Bandżo itd. :]:] Agent Stikman się tym zajmuje. Do sprawy terenów i blatów postaram się wrócić po maturze.

Brak komentarzy: