Czyli jak mawia Zły: "plan minimum wykonany" :] W weekend 21 - 22.VI.2008 W Gdyni konkretnie, odbył się turniej klasy master. Tegoroczna edycja nosiła nazwę 3City Heresy i odbywała się w ramach konwentu fantastyki "3fikcje".
Pomyślałem sobie, że oprócz szybkiej opinii na forum powinienem machnąć tu nieco obszerniejszą recenzję, co niniejszym czynię.
Na początku muszę zaznaczyć, że był to mój pierwszy wyjazdowy master dlatego będzie to coś w stylu "opinia świeżaka"
Właściwie to zacznę od narzekania, a co mi tam :)
PkP i częściowo nasze lenistwo zapewniło nam wspaniałą, niezwykle przyjemną sześciogodzinną podróż pociągiem w okolicach kibla, jednak przednie towarzystwo i milion tematów do rozmów spowodowało, że nie było tak źle jak przypuszczaliśmy. Koniec końców dotarliśmy połamani, wygnieceni i trochę spóźnieni na turniej. Pierwszą bitwę musieliśmy więc zagrać między sobą.
To co pierwsze rzuciło się w oczy to miejsce w którym graliśmy, obszerna sala sportowa, nie ma mowy o żadnym ścisku, zaduchu i niewygodzie, jestem pod wrażeniem. Nawet mimo tego że czterdziestka nie była jedynym użytkownikiem tej sali - mowa tu o innych uczestnikach konwentu którzy poddawali się rozkoszom w gry planszowe karciane, można było poobserwować "ciekawe" larpy, "pokazy" walk orężem średniowiecznym itp. ogólnie było to zabawne :):) ale kto widział ten wie o czym mowa i dlaczego użyłem cudzysłowia. W każdym razie nie było czuć jak to ktoś, gdzieś napisał "klimatu konwentu" co też było plusem.
Wróćmy jednak do 40k i do naszego mastera. Organizacja. Jest bez wątpienia bardzo ważnym elementem każdego turnieju dwudniowego. Moim zdaniem była bez zarzutu, ścisłe trzymanie się ram czasowych, Bardzo fajny sposób przeprowadzenia testu wiedzy, ocena malowania, informowanie o wszystkim graczy - to wszystko sprawiało, że naprawdę na turnieju było naprawdę przyjemnie. Warto też wspomnieć o sędziach - Jaro Asmo i Yedli naprawdę dobrze spełniali swoją rolę, nie tylko byli na każde zawołanie ale też sami pytali czy wszystko jest jasne i czy nie potrzeba żadnej pomocy.
Gracze. tych było niewielu, nie wiem czym było to spowodowane, czy zbyt małą odległością czasową między ogłoszeniem terminu mastera a samą imprezą, czy może tym że odbywał się on w trakcie sesji na wielu uczelniach. W każdym razie co by nie było, to skład był przedni i z każdym, no prawie każdym przeciwnikiem grało mi się bardzo przyjemnie. Choć bez awantur się oczywiście nie obeszło. A wszystko było związane z pewną postacią no i może było to spowodowane piętnem jednego z niedawnych flame'ów na GV. Ale oprócz tego pełen luz. Potwierdził to dodatkowo wypad do nadmorskiej knajpy wieczorem. Jak już jestem przy wieczorze to warto wspomnieć również o nocy - nocleg był na miejscu, pełen wypas a z rana można było wziąć odświeżający prysznic w całkiem schludnych warunkach. Duży plus.
Ze Złym kombinowaliśmy w pociągu do czego można by się przyczepić, i po wielogodzinnych (dosłownie!) rozważaniach stwierdziliśmy że jest taka rzecz. Mianowicie tereny, ja narzekałem na jakość a Zły na ilość, ja lubię dużo area terrainów lasów itp a mło dziwnych górek które ciężko sklasyfikować mikroskopijnych przeszkadzajek typu kratery murki itp, Zły wolałby żeby było po jeszcze jednym terenie na stole. Mimo wszystko i tak nie podobały mi się dwa stoły na których grałem. Wiadomo, że nie można mieć wszystkiego i trzeba brać to co jest, a jak jest trudniej to trzeba się jeszcze wykazać skillem, dlatego oficjalnie przymykam na to oko.
I tak właśnie płynęły godziny turniejowe, aż do rozdania nagród. Te ufundowane były w większości przez Microart Studio a nagrody za 3 pierwsze miejsca to bardzo ładne puchary. Warto też zalansować się i wspomnieć że Pierwsza nagroda pojechała razem ze Złym do Warszawy. Do Warszawy pojechało też ostatnie miejsce - w tym przypadku jest to moja i tylko moja zasługa. No dobra, zwale tez trochę na moją Kompanię Pancerną która nie okazała się godną masterową armią. Choć trzeba przyznać że widok Pancernej na masterze był niecodzienny, co można stwierdzić ja kilka osób było wręcz zdziwionych że ktoś tym gra.
Podsumowując, master bardzo mi się podobał. Nie chce mi się pisać po raz któryś tego że na pewno będę odwiedzał Trójmiasto co rok itd itp. Po prostu było fajnie i już. Wiadomo :)
wtorek, 24 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz