sobota, 31 maja 2008

Apokaliptyczny Turniej

O tak. I to pod wieloma względami. Ale od początku. Sobotni turniej w Lelewelu miał być testem idei przeniesienia niektórych zabawek z apokalipsy do zwykłej podręcznikowej gry. Od razu powiem, że test udany. Po stołach jeździły Benki, można było zauważyć dwa brass scorpiony, przelatującego nisko thunderbolta, dreadclawy i deathwinda. Ha! nie wolno zapomnieć o necrońskim pylonie i kilku tyranidzkich bestiach (z czego jedna bardzo nieprzyjemni mi się udzieliła) Niestety zabrakło tego co bez wątpienia miało budzić największe zaciekawienie i stworzyć kwintesencję apokaliptycznego klimatu. Mowa tu o Warhound Titanie i Stompie. No cóż może następnym razem chłopaki dadzą radę.



Co do samej formuły turnieju, to sprawdziła się ona wyśmienicie. Po pierwsze dlatego, że łamała schematy - nawet gracze z najwyższej półki postanowili się rozerwać i wystawić zabawne apokaliptyczne rozpiski. Po drugie udowodnia, że structure pointy, wiele woundów to nie wcale nie jest coś strasznego, i spokojnie da się to ugryźć (o czym świadczy moja strata Baneblade'a w dwóch z trzech bitew) W końcu po trzecie wprowadza znacznie więcej emocji do gry. Koniec końców każdy wolałby zagrać z ciekawymi jednostakami które normalnie ujrzałby tylko na ogromnych stołach, niż z kolejnym cyrkiem grubasów, chaosem na oblitach itp.
Teraz mamy bardzo solidną podstawę do zastanowienia się nad wprowadzeniem tych zasad na chelka. Oczywiście wiąże się z tym jeszcze dokładniejsze ułożenie regulaminu, wprowadzenie pewnych ograniczeń cze ewentualnych zmian zasad. Problem może być jedynie z bronią AA, jednak i na to się coś zaradzi.

Wracając jeszcze do turnieju to jestem pełen podziwu dla Liwana który poradził sobie z organizacją doskonale. Każdy gracz otrzymał świetnie przygotowany zestaw kart graczy, regulamin a nawet plakietkę z ksywą. Sędzia był na każde zawołanie, nawet jeżeli problem był minimalny. Wielkie brawa. Haha nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał, że nawet karteczki z numerkiem stołu miały nadrukowane logo wh40k.
Nie mogę również nie poruszyć tematu graczy. Było ich aż 40 co jest absolutnym rekordem jeżeli chodzi o warszawskie lokale. Wpadło wielu starych wygów ale widziałem też zupełnie nowe twarze co mnie niezmiernie cieszy, zwłaszcza, że w ostatnim sezonie skład turniejowy był przez cały czas niemal identyczny. Ciekawe czy to Apokalipsa przyciągnęła tak dużą liczbę graczy czy może po prostu czterdziestka staje się coraz popularniejsza i atrakcyjniejsza turniejowo w Warszawie.
Gościliśmy również pierwszy raz chłopaków z Łodzi którzy skromnie bo skromnie, ale jednak odwiedzili stolicę. Oby tak dalej.
Prawdę powiedziawszy, dzięki temu turniejowi znacznie wzrosła moja "pozytywna nadzieja" na udanego challengera.

Ps.
Już niedługo zamierzam napisać o tym co tam w trawie na boisku blood bowlowym piszczy. bo coś piszczy na pewno.

Brak komentarzy: