Jest taki dobry komentarz pod pod postem niżej - "(...)blog na wakacjach?" Aż głupio mi się zrobiło bo... tak, były wakacje i nic się nie działo. Generalnie miałem kilka razy plan żeby wreszcie napisać cokolwiek - nawet jakieś pierdoły, żeby tylko dać oznaki jakiegokolwiek życia. Aż do teraz, mili państwo! Temat jest piękny.
Dziś odbył się któryś tam z kolei lokal i był to lokal nietypowy - 500 pkt parówka. Ostatni raz takie punkty były za czasów kiedy ja z Cićkiem robiliśmy turnieje w szkole na Narbutta. Okazało się, że był to doskonały chwyt marketingowo-promocyjny. Na liście zgłoszeń jak zwykle pokazały się znajome nicki ale co najważniejsze - szybko dopełniła się zupełnie nowymi twarzami. Oprócz tego nawiedziła nas zacna ekipa z Krakowa co również jest niemałym zaskoczeniem. Gdy dotarłem dziś na miejsce własnym oczom nie wierzyłem - pierwszy raz na lokalu w Warszawie, znałem mniejszość ludzi. Pojawiło się dużo młodzieży, dobrze rokującej która, sądząc po panującej atmosferze bawiła się wyśmienicie i chyba wreszcie przekonała się, że to nie jest męczarnia, Prosi nie jedzą ludzi żywcem i powoli zaczynają dostrzegać na czym tak naprawdę polega zabawa "w figurki" Tak więc, liczę na to, że Warszawskie środowisko odżyje, wreszcie zobaczymy coś nowego i pogramy z czymś świeżym. Haha zapominałbym bym o szacownych Dinozaurach które również pojawiły się na turnieju - przypomnę - na 500pkt! Kto by pomyślał że w ogóle wezmą coś takiego pod uwagę. Mam taką teorię, że źle spojrzeli i 500 pomyliło się z 5000 a po zgłoszeniu głupio się było wycofać.
Wygląda na to, że możliwość zagrania z kolegą pomogła przełamać lody i strach młodym graczom (tak piszę młody, młodzież itd - nie to żebym się czuł jakimś starcem ale wiadomo o co chodzi. ;)) co chyba wszystkim wyszło na dobre. No i nie wolno zapomnieć o roli pięciuset punktów które nie są bez znaczenia - nie wydają się tak straszne na początek.
Wszystko to jest o tyle ciekawe dlatego, że ostatnio często rozmawiamy w środowisku na temat naszej lokalnej sceny i sposobów na przywrócenie jej dawnej świetności. Oby to był początek tego procesu, bo już zacząłem się bać że niedługo zaczniemy się dusić we własnym sosie.
niedziela, 4 października 2009
środa, 29 lipca 2009
O Syrence słów kilka.
Syrenka odbyła się ponad tydzień temu, ale sprawy wakacyjne pozwoliły mi dopiero dziś zasiąść przed komputerem i napisać co nieco o turnieju. Nie będę tutaj pisał żadnych samochwalczych ani krytycznych frazesów bo to wszystko zostało już powiedziane na forach. Ogólnie z turnieju jestem zadowolony choć poprawy organizacyjnej brak.
Chciałbym się raczej zająć sprawą samej formuły bądź jej braku - zależy jakby na to spojrzeć. Czy dopuszczanie absolutnie wszystkiego jest rzeczą słuszną? Sam jestem zwolennikiem ciężkich zabawek i chętnie pogrywam w apokalipsę, jednak ostatni zacząłem się zastanawiać czy w obecnym natłoku turniejów różnej klasy nasz turniej rzeczywiście jest atrakcyjny w takim stopniu w jakim zakładaliśmy. Pozwolę sobie stwierdzić, że doszliśmy do takiej sytuacji w Polsce, że to na jaki turniej się pojedzie jest kwestią wyboru/możliwości. Męczy mnie pytanie czy Syrenka jest dla graczy pozycją mającą mocne miejsce w corocznym kalendarzu turniejowym? Otóż według mnie nie. Odkąd idea Syrenki Zagłady się urodziła większość naszej społeczności mówi "czemu nie, niech jeden taki turniej na rok będzie" jednak potencjalne zaciekawienie jak to wszystko wygląda i "jak to się je" ma zupełnie inne odbicie w liście zgłoszeń. Podobnie jak w zeszłym roku osiągnęliśmy turniejową "czterdziestke" czyli około czterdziestu graczy na turniejach. Czuję niedosyt. Zwłaszcza po DMP. Dlaczego? Według mnie jest kilka powodów. Po pierwsze, formuła jednak nadal traktowana jest z rezerwą, większość osób boi się, że granie z dużymi potworami jest niezbalansowane, zwłaszcza gdy sami ich nie mają. Po drugie, punkty. Coraz bardziej dążą do osiągnięcia mało turniejowych standardów. Nawet mimo braku wymogu malowania gracze i tak nie są w stanie odpowiednio się wystawić. Pożyczanie? Często niemożliwe - duże punkty, dużo więcej się używa. Jaki efekt? Syrenka wypada z listy turniejów do odwiedzenia.
Po trzecie dopuszaczanie coraz większych dziwactw. Chyba nie muszę mówić ile niesmaku pozostawili movie marines.
Z moich obserwacji wynika, że gracze wolą jednak standardową rywalizację na standardowych zasadach, a zapewnianie, że "jeden taki turniej w roku może być" wcale do nich nie dociera co bardzo dobrze rozumiem. Natomiast, pojawił się pomysł apokaliptycznego eventu ogólnopolskiego. Odzew spory, entuzjazm spory. Nasuwa się kolejny wniosek. Apo jako zabawa, nie element walki ligowej - tak bardzo chętnie, jako turniej - raczej ostrożnie, aczkolwiek nie bez odzewu.
Ta notka może zabrzmieć jako krytyka tego co powstało w Warszawie po czasach kryzysu turniejowego. Nie chcę aby była aż tak odebrana. Jestem po stronie każdej akcji która sprawi że turnieje w Wawie były lepsze. Dbam zazwyczaj o bardziej techniczną ich stronę a tutaj mogę przelać swoje myśli :). Zdaje sobie sprawę, że zdecydowana moc ludzi przyjechała się dobrze bawić i rozumie pierwotną ideę Syrenki. Jednak sami rozumiecie, że w tej notce chodzi o coś troszkę innego. Pokazanie czy aby na pewno to jest to, i czy w takiej formie to powinno pozostać.
PS.
Mglista trochę ta moja wypowiedź dzisiejsza ale nie zamierzam nic z tym robić, liczę, że każdy kto to przeczyta będzie wiedział o co chodzi, a jak nie to zapraszam do komentowania :)
Ach! zapomniałbym. Warto jeszcze zauważyć, że w tym roku Syrenka przyciągała wzrok. Niektóre zabawki były wręcz cudne! Link do fotek tu.
Chciałbym się raczej zająć sprawą samej formuły bądź jej braku - zależy jakby na to spojrzeć. Czy dopuszczanie absolutnie wszystkiego jest rzeczą słuszną? Sam jestem zwolennikiem ciężkich zabawek i chętnie pogrywam w apokalipsę, jednak ostatni zacząłem się zastanawiać czy w obecnym natłoku turniejów różnej klasy nasz turniej rzeczywiście jest atrakcyjny w takim stopniu w jakim zakładaliśmy. Pozwolę sobie stwierdzić, że doszliśmy do takiej sytuacji w Polsce, że to na jaki turniej się pojedzie jest kwestią wyboru/możliwości. Męczy mnie pytanie czy Syrenka jest dla graczy pozycją mającą mocne miejsce w corocznym kalendarzu turniejowym? Otóż według mnie nie. Odkąd idea Syrenki Zagłady się urodziła większość naszej społeczności mówi "czemu nie, niech jeden taki turniej na rok będzie" jednak potencjalne zaciekawienie jak to wszystko wygląda i "jak to się je" ma zupełnie inne odbicie w liście zgłoszeń. Podobnie jak w zeszłym roku osiągnęliśmy turniejową "czterdziestke" czyli około czterdziestu graczy na turniejach. Czuję niedosyt. Zwłaszcza po DMP. Dlaczego? Według mnie jest kilka powodów. Po pierwsze, formuła jednak nadal traktowana jest z rezerwą, większość osób boi się, że granie z dużymi potworami jest niezbalansowane, zwłaszcza gdy sami ich nie mają. Po drugie, punkty. Coraz bardziej dążą do osiągnięcia mało turniejowych standardów. Nawet mimo braku wymogu malowania gracze i tak nie są w stanie odpowiednio się wystawić. Pożyczanie? Często niemożliwe - duże punkty, dużo więcej się używa. Jaki efekt? Syrenka wypada z listy turniejów do odwiedzenia.
Po trzecie dopuszaczanie coraz większych dziwactw. Chyba nie muszę mówić ile niesmaku pozostawili movie marines.
Z moich obserwacji wynika, że gracze wolą jednak standardową rywalizację na standardowych zasadach, a zapewnianie, że "jeden taki turniej w roku może być" wcale do nich nie dociera co bardzo dobrze rozumiem. Natomiast, pojawił się pomysł apokaliptycznego eventu ogólnopolskiego. Odzew spory, entuzjazm spory. Nasuwa się kolejny wniosek. Apo jako zabawa, nie element walki ligowej - tak bardzo chętnie, jako turniej - raczej ostrożnie, aczkolwiek nie bez odzewu.
Ta notka może zabrzmieć jako krytyka tego co powstało w Warszawie po czasach kryzysu turniejowego. Nie chcę aby była aż tak odebrana. Jestem po stronie każdej akcji która sprawi że turnieje w Wawie były lepsze. Dbam zazwyczaj o bardziej techniczną ich stronę a tutaj mogę przelać swoje myśli :). Zdaje sobie sprawę, że zdecydowana moc ludzi przyjechała się dobrze bawić i rozumie pierwotną ideę Syrenki. Jednak sami rozumiecie, że w tej notce chodzi o coś troszkę innego. Pokazanie czy aby na pewno to jest to, i czy w takiej formie to powinno pozostać.
PS.
Mglista trochę ta moja wypowiedź dzisiejsza ale nie zamierzam nic z tym robić, liczę, że każdy kto to przeczyta będzie wiedział o co chodzi, a jak nie to zapraszam do komentowania :)
Ach! zapomniałbym. Warto jeszcze zauważyć, że w tym roku Syrenka przyciągała wzrok. Niektóre zabawki były wręcz cudne! Link do fotek tu.
środa, 1 lipca 2009
Tytany, Demony, Filmowcy... Co jeszcze?
Jakiś czas temu zapowiedziałem drugą odsłonę Syreny. Od tamtego czasu wybuchła niezła dyskusja a regulamin zmieniał się z dnia na dzień. Zdecydowanie nieprzystosowane do normalnych rozgrywek zabawki z Apo. przyniosły wiele wątpliwości. Nie przejmując się kolejnym postom wytykającym niezbalansowanie, przegięcie i w ogóle obrzydliwość niektórych rzeczy, wyszukiwałem luźnych deklaracji, kto, co przywiezie. I szczerze mówiąc jestem póki co zadowolony. Jeżeli ustawienie planet i wszystkie inne okoliczności będą sprzyjały to ujrzymy sporo Dużych (tych największych) Demonów, chaosowych samolotów, Thunderhawka, Stompę, eldarskich fruwajek też może nie zabraknie. Pewnie pojawią się jakieś benki no i mam nadzieję, że i z jeden Psiak Wojenny będzie się przechadzał po stołach.
W sumie dziwię się czemu jest aż tak wielu przeciwników wystawiania niecodziennych jednostek tych spod znaku Structure Pointów i więcej niż kilku woundów. Zanim wyszła Apokalipsa GW w ogóle nie supportowało bitew na nieco większą skalę. Fason trzymał jedynie FW wydając kolejne podręczniki z kampaniami. Nie było więc żadnej "oficjalnej", że tak to ujmę, okazji do wypróbowania tego arsenału. A wiem z własnego i znajomych przykładu, że są osoby dla których turnieje to jedyny czas przeznaczony na zabawę w wojnę przyszłości, więc o jakieś wielkiej bitwie można tylko pomarzyć.
Proponuję więc Syrenkę uznać jako zwykła odskocznię od tego co spotykamy zazwyczaj - kiedy to różnicę robią właściwie tylko punkty, zdjąć z półki pochowane Tytany i po prostu się zabawić. Skoro formuła turnieju na to pozwala czemu nie?
A jak ktoś się nie przekona to "męskie" punkty również pozwalają na trochę fantazji i stworzenie czegoś niespotykanego.
Zapraszam raz jeszcze. I sobie życzę aby lista zgłoszeń rosła z dnia na dzień :P
W sumie dziwię się czemu jest aż tak wielu przeciwników wystawiania niecodziennych jednostek tych spod znaku Structure Pointów i więcej niż kilku woundów. Zanim wyszła Apokalipsa GW w ogóle nie supportowało bitew na nieco większą skalę. Fason trzymał jedynie FW wydając kolejne podręczniki z kampaniami. Nie było więc żadnej "oficjalnej", że tak to ujmę, okazji do wypróbowania tego arsenału. A wiem z własnego i znajomych przykładu, że są osoby dla których turnieje to jedyny czas przeznaczony na zabawę w wojnę przyszłości, więc o jakieś wielkiej bitwie można tylko pomarzyć.
Proponuję więc Syrenkę uznać jako zwykła odskocznię od tego co spotykamy zazwyczaj - kiedy to różnicę robią właściwie tylko punkty, zdjąć z półki pochowane Tytany i po prostu się zabawić. Skoro formuła turnieju na to pozwala czemu nie?
A jak ktoś się nie przekona to "męskie" punkty również pozwalają na trochę fantazji i stworzenie czegoś niespotykanego.
Zapraszam raz jeszcze. I sobie życzę aby lista zgłoszeń rosła z dnia na dzień :P
wtorek, 9 czerwca 2009
Syrenka Zagłady 2 - Zemsta Gargantuanów.
... Brzmi jak tytuł filmu SF kategorii C prawda? W ogóle jestem zadowolony bardzo bo mi wróciła ochota na pisanie. I tematów sporo do omówienia. Dzień po opublikowaniu moich dywagacji na temat przybornika turniejowego, na forach pojawił się wstępny zarys regulaminu drugiej odsłony warszawskiego turnieju po reformie czyli Syrenki Zagłady. Jak można zaobserwować, są zmiany w stosunku do regulaminu z ubiegłego roku. Turniej nam się spasł o około 300 punktów, zaczęli produkować słabszą broń o sile D i sędziowie zapowiadają, że tym razem użyją lepszych okularów do oceny samoróbek reprezentujących modele z IA.
Warto wspomnieć, że jednak nie stanęliśmy do wyścigu o mastera. Postanowione zostało, że lepiej aby turniej z dozwolonym wszystkim był bardziej for fun, i nie powinien być jednym z nielicznych, decydujących w największym stopniu o wyglądzie czołówki ligi turniejem jakim niewątpliwie są mastery - wszystkie są raczej standardowe pomimo różnych wariacji i tak powinno według mnie i innych współdecydujących pozostać.
Nie mogę póki co napisać nic więcej ponad to co dostępne na forum. Mogę zapewnić tylko, że zeszłoroczne emocje wieczorne już się nie powtórzą, a turniej zorganizujemy równie fajnie co DMP. Ekipa sędziowska już pracuje nad klaryfikacjami zasad i tworzeniem apocalyptic rules packa i wykańczaniem regulaminu. No i oczywiście gorąco zachęcić nie tylko do udziału w Syrence Zagłady ale też zabrania na nią czegoś nietypowego - co tylko dopełni formułę turnieju.
Ps.
a na forach już można można poczytać jakie niektórzy mają pomysły na wykorzystanie zabawek "4fun" hehehe...
Warto wspomnieć, że jednak nie stanęliśmy do wyścigu o mastera. Postanowione zostało, że lepiej aby turniej z dozwolonym wszystkim był bardziej for fun, i nie powinien być jednym z nielicznych, decydujących w największym stopniu o wyglądzie czołówki ligi turniejem jakim niewątpliwie są mastery - wszystkie są raczej standardowe pomimo różnych wariacji i tak powinno według mnie i innych współdecydujących pozostać.
Nie mogę póki co napisać nic więcej ponad to co dostępne na forum. Mogę zapewnić tylko, że zeszłoroczne emocje wieczorne już się nie powtórzą, a turniej zorganizujemy równie fajnie co DMP. Ekipa sędziowska już pracuje nad klaryfikacjami zasad i tworzeniem apocalyptic rules packa i wykańczaniem regulaminu. No i oczywiście gorąco zachęcić nie tylko do udziału w Syrence Zagłady ale też zabrania na nią czegoś nietypowego - co tylko dopełni formułę turnieju.
Ps.
a na forach już można można poczytać jakie niektórzy mają pomysły na wykorzystanie zabawek "4fun" hehehe...
poniedziałek, 8 czerwca 2009
Przybornik dobrego turniejowicza.
Pozwolę sobie na małą odskocznię od tematyki środowiskowej. Bo pojawił się temat którego miałem nadzieję nigdy nie oglądać. Chodzi o problem akcesoriów niezbędnych do gry lub jak kto woli "wyposażenia dodatkowego". Mowa tu o kostkach, miarce, wzornikach, zasadach własnej armii i czytelnej dla przeciwnika rozpisce w formie papierowej.
Jak zaczynałem się bawić w tę grę na turniejach co było stosunkowo niedawno, to byłem graczem dość zestresowanym :) Turniej kojarzył mi się z czymś co jest "pro". Obawa czy na pewno umiem grać dość dobrze, czy jak będę próbował wcisnąć nieświadomego wała to będę wyklęty. Czy dostane karniaki za brak właśnie tych wcześniej wspomnianych akcesoriów. Generalnie myślą przewodnią było wtedy ogólne - czytaj: odpowiednie, przygotowanie do gry. Na szczęście mi to zostało ale nie jako stresor ale rzecz naturalna i oczywista. Kontrowersje związane z zaproponowanym przez Cićka ulepszeniem regulaminu warszawskich turniejów trochę, a może nawet całkiem konkretnie mnie zaskoczyły. Dla części posiadanie zasad własnej armii czy wydrukowanej rozpiski nie należy do wymogów. Szkoda. Ale sytuacja w której przychodzi się na turniej tylko z figurkami i liczy się, że przeciwnik na pewno będzie miał wszystko co potrzeba jest dla mnie trochę chora. A co jak delikwenci o identycznym poglądzie trafią na siebie? Tactical draw i na browar bo nie ma czym rzucać?
Tak samo dziwi mnie zgłaszana niechęć do drukowanej rozpy. Wielu przeciwników wymaga wglądu w rozpiskę przed bitwą - co powinno być im zapewnione. Wygibasy z laptopami nad stołem chyba jednak nie są zbyt dobrym pomysłem. Muszę od razu uprzedzić, że argumenty o braku dostępu do drukarki od razu powodują u mnie reakcję zatykania uszu - boję się przepukliny, zwłaszcza że jest ona ostatnio dość popularna u mnie w rodzinie :D. Ale, ale, przecież nie trzeba od razu drukować, można napisać ręcznie. Warunek jest jeden - czytelność dla przeciwnika. Nikomu nie życzę rozszyfrowywania hieroglifów, sam niezbyt znam się na kaligrafii więc wiem jaki to ból. A jak autor sam nie może przeczytać co tam wypocił na kolanie w autobusie to już w ogóle śmiech na sali.
.jpg)
Podsumowując ten przemiły ochrzan, chcę delikatnie zaznaczyć, że takie szczegóły jak kostki czy miarka nie są rzeczą które "mogą się przydać na turnieju" a czymś niezbędnym. Zostawiam pod rozwagę. Nie chcę się tu zagłębiać w otchłanie rozważań o kulturze i szacunku bo nie jestem żadnym specem od etykiety ale cały ten wpis ma na celu reformę poglądów. Aby każdy z kim gramy był taki jak drugie słowo w tytule.
Jak zaczynałem się bawić w tę grę na turniejach co było stosunkowo niedawno, to byłem graczem dość zestresowanym :) Turniej kojarzył mi się z czymś co jest "pro". Obawa czy na pewno umiem grać dość dobrze, czy jak będę próbował wcisnąć nieświadomego wała to będę wyklęty. Czy dostane karniaki za brak właśnie tych wcześniej wspomnianych akcesoriów. Generalnie myślą przewodnią było wtedy ogólne - czytaj: odpowiednie, przygotowanie do gry. Na szczęście mi to zostało ale nie jako stresor ale rzecz naturalna i oczywista. Kontrowersje związane z zaproponowanym przez Cićka ulepszeniem regulaminu warszawskich turniejów trochę, a może nawet całkiem konkretnie mnie zaskoczyły. Dla części posiadanie zasad własnej armii czy wydrukowanej rozpiski nie należy do wymogów. Szkoda. Ale sytuacja w której przychodzi się na turniej tylko z figurkami i liczy się, że przeciwnik na pewno będzie miał wszystko co potrzeba jest dla mnie trochę chora. A co jak delikwenci o identycznym poglądzie trafią na siebie? Tactical draw i na browar bo nie ma czym rzucać?
Tak samo dziwi mnie zgłaszana niechęć do drukowanej rozpy. Wielu przeciwników wymaga wglądu w rozpiskę przed bitwą - co powinno być im zapewnione. Wygibasy z laptopami nad stołem chyba jednak nie są zbyt dobrym pomysłem. Muszę od razu uprzedzić, że argumenty o braku dostępu do drukarki od razu powodują u mnie reakcję zatykania uszu - boję się przepukliny, zwłaszcza że jest ona ostatnio dość popularna u mnie w rodzinie :D. Ale, ale, przecież nie trzeba od razu drukować, można napisać ręcznie. Warunek jest jeden - czytelność dla przeciwnika. Nikomu nie życzę rozszyfrowywania hieroglifów, sam niezbyt znam się na kaligrafii więc wiem jaki to ból. A jak autor sam nie może przeczytać co tam wypocił na kolanie w autobusie to już w ogóle śmiech na sali.
.jpg)
Podsumowując ten przemiły ochrzan, chcę delikatnie zaznaczyć, że takie szczegóły jak kostki czy miarka nie są rzeczą które "mogą się przydać na turnieju" a czymś niezbędnym. Zostawiam pod rozwagę. Nie chcę się tu zagłębiać w otchłanie rozważań o kulturze i szacunku bo nie jestem żadnym specem od etykiety ale cały ten wpis ma na celu reformę poglądów. Aby każdy z kim gramy był taki jak drugie słowo w tytule.
środa, 13 maja 2009
Nowy. Oby jeszcze lepszy!...
... Sezon 09/10 przywitajmy hej!
Drużynowe Mistrzostwa Polski 2009 oficjalnie zamknęły stary sezon. Sporo się działo. Ruszyła nowa strona ligowa, wprowadzony został podatek itd itp. Myślę, że każdy sezon przynosi coś nowego więc nad tym się rozwodzić nie będę. Napiszę trochę o DMP tak od kuchni ponieważ byłem jednym z głównych współtworzących tę imprezę. Zacząć należy od tego, że nie udało się niestety utrzymać "turbo-frekwencji" która od samego początku nas mile zaskoczyła do tego stopnia, że zastanawialiśmy się czy damy radę obsłużyć odpowiednio taką ilość drużyn. Skończyło się na 100 osobach, było super miło, co widać po opiniach na Gildii. Staraliśmy się utrzymać poziom najlepszych turniejów w Polsce i według mnie udało się z powodzeniem. Mimo, że ogarnięcie takiej imprezy to sporo roboty, biegania i ogólnego stresu, to chętnie zrobiłbym jeszcze jedne mistrzostwa aby tylko poczytać te przyjemne dla oka opinie. Myślę, że czasy kiedy Warszawa była uznawana za leniwe, kłótliwe i ogólnie nieciekawe środowisko odchodzą w niepamięć, bo to właśnie dzięki współpracy i dogadaniu się wytoczyliśmy porządne DMP. Kto wie, może za rok zasłużymy na Młotka z tej okazji?
Warszawa niestety oddała tytuł toruńskim Followerzom. Od razu pojawił się problem, czy Piernikowo da radę. Ja tam bym się nie martwił, ale warto się zastanowić czy idea przechodzonego DMP, w takiej formie jak teraz jest słuszna. Oczywiście niesprawiedliwe byłoby też gdyby organizator był stale ten sam, ale wystarczy wyobrazić sobie sytuację w której wygrywa team złożony z graczy z 4 stron świata. Słabo, prawda?
Proponuję następujące rozwiązanie: Wybory. Na przykład Szczecin w tym roku, mimo że nawet nie był na podium wstępnie się zadeklarował. Teoretycznie nikt nie boi się o jakość organizacji a mimo to są głosy sprzeciwu. Tak więc wybory byłyby według mnie zacne i sprawiedliwe. Zwłaszcza, że może zdarzyć się tak, że jakieś środowisko które będzie miało realne możliwości organizacji DMP nigdy nie będzie miało do tego okazji w obecnym systemie. Lub w drugą stronę, stali bywalcy podium nie będą mieli już na to ochoty.
Nowe ustalenia listy ligowej już przynoszą kłopoty. Obecnie na tapecie mamy ponownie stającą w ogólnopolskie szranki Łódź. Sprawa odstępu między turniejami może sprawiać niekiedy kłopoty - to prawda, ale jest jak najbardziej słuszna i ma konstruktywne działanie. Dzięki temu lista wstępnie zgłoszonych turniejów dwudniowych wygląda dość ciekawie. Dzięki temu zapisowi większości graczy łatwiej będzie się decydować na wyjazd co najmniej raz na miesiąc, niż tworzyć kalkulacje typu "zobaczyć jak te super heavy działają na Syrence, pograć dwoma rozpiskami w 3city czy może na różne punkty na Arenie?" Nie chce się póki co rozpisywać na temat problemu Łodzi, bo jest na to za wcześnie ze względu na to, że cały czas coś się tam zmienia. Ten akapit ma służyć rozważeniu, jak ciekawym pomysłem jest sformalizowanie terminarza ligowego. A co mi tam, policzę frekwencję na turniejach w tym sezonie i porównam z zeszłym. Zobaczymy czy się sprawdziło.
Tak więc czekamy na pierwsze duże turnieje tego sezonu. Zabieramy się w Warszawie powoli za organizację Syrenki Zagłady II, przekształcamy bazę terenową na stosowną w obecnej edycji i ogólnie działamy, żeby ten sezon był jeszcze bardziej urozmaicony. No i kurde, pracujemy na tegorocznego młotka!
Drużynowe Mistrzostwa Polski 2009 oficjalnie zamknęły stary sezon. Sporo się działo. Ruszyła nowa strona ligowa, wprowadzony został podatek itd itp. Myślę, że każdy sezon przynosi coś nowego więc nad tym się rozwodzić nie będę. Napiszę trochę o DMP tak od kuchni ponieważ byłem jednym z głównych współtworzących tę imprezę. Zacząć należy od tego, że nie udało się niestety utrzymać "turbo-frekwencji" która od samego początku nas mile zaskoczyła do tego stopnia, że zastanawialiśmy się czy damy radę obsłużyć odpowiednio taką ilość drużyn. Skończyło się na 100 osobach, było super miło, co widać po opiniach na Gildii. Staraliśmy się utrzymać poziom najlepszych turniejów w Polsce i według mnie udało się z powodzeniem. Mimo, że ogarnięcie takiej imprezy to sporo roboty, biegania i ogólnego stresu, to chętnie zrobiłbym jeszcze jedne mistrzostwa aby tylko poczytać te przyjemne dla oka opinie. Myślę, że czasy kiedy Warszawa była uznawana za leniwe, kłótliwe i ogólnie nieciekawe środowisko odchodzą w niepamięć, bo to właśnie dzięki współpracy i dogadaniu się wytoczyliśmy porządne DMP. Kto wie, może za rok zasłużymy na Młotka z tej okazji?
Warszawa niestety oddała tytuł toruńskim Followerzom. Od razu pojawił się problem, czy Piernikowo da radę. Ja tam bym się nie martwił, ale warto się zastanowić czy idea przechodzonego DMP, w takiej formie jak teraz jest słuszna. Oczywiście niesprawiedliwe byłoby też gdyby organizator był stale ten sam, ale wystarczy wyobrazić sobie sytuację w której wygrywa team złożony z graczy z 4 stron świata. Słabo, prawda?
Proponuję następujące rozwiązanie: Wybory. Na przykład Szczecin w tym roku, mimo że nawet nie był na podium wstępnie się zadeklarował. Teoretycznie nikt nie boi się o jakość organizacji a mimo to są głosy sprzeciwu. Tak więc wybory byłyby według mnie zacne i sprawiedliwe. Zwłaszcza, że może zdarzyć się tak, że jakieś środowisko które będzie miało realne możliwości organizacji DMP nigdy nie będzie miało do tego okazji w obecnym systemie. Lub w drugą stronę, stali bywalcy podium nie będą mieli już na to ochoty.
Nowe ustalenia listy ligowej już przynoszą kłopoty. Obecnie na tapecie mamy ponownie stającą w ogólnopolskie szranki Łódź. Sprawa odstępu między turniejami może sprawiać niekiedy kłopoty - to prawda, ale jest jak najbardziej słuszna i ma konstruktywne działanie. Dzięki temu lista wstępnie zgłoszonych turniejów dwudniowych wygląda dość ciekawie. Dzięki temu zapisowi większości graczy łatwiej będzie się decydować na wyjazd co najmniej raz na miesiąc, niż tworzyć kalkulacje typu "zobaczyć jak te super heavy działają na Syrence, pograć dwoma rozpiskami w 3city czy może na różne punkty na Arenie?" Nie chce się póki co rozpisywać na temat problemu Łodzi, bo jest na to za wcześnie ze względu na to, że cały czas coś się tam zmienia. Ten akapit ma służyć rozważeniu, jak ciekawym pomysłem jest sformalizowanie terminarza ligowego. A co mi tam, policzę frekwencję na turniejach w tym sezonie i porównam z zeszłym. Zobaczymy czy się sprawdziło.
Tak więc czekamy na pierwsze duże turnieje tego sezonu. Zabieramy się w Warszawie powoli za organizację Syrenki Zagłady II, przekształcamy bazę terenową na stosowną w obecnej edycji i ogólnie działamy, żeby ten sezon był jeszcze bardziej urozmaicony. No i kurde, pracujemy na tegorocznego młotka!
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Powrót do pisania i DMP.
Zaniedbałem tę stronę. Przez pewien czas nawet myślałem, że umrze śmiercią naturalną ale do ogarnięcia się zmotywował mnie post Treja. Ale zamiast walić tu kolejne smuty, że nie mam czasu, chęci i cały czas odkładam kolejne posty "na jutro" przejdę po męsku do rzeczy.
Wiele się ostatnio wydarzyło, Wojna Światów, EEGT, różne flame'y na forach, roszady w top 5 ligi. Świadczy to zdecydowanie o tym, że nasz świat się kręci i wszyscy bawią się przy tym gorzej lub lepiej. Zwieńczeniem całego sezonu, emocjonujących turniejów, epickich imprez na masterach, awantur na forach itd ma być wspólna zabawa całego środowiska na Drużynowych Mistrzostwach Polski. Do tegorocznej, warszawskiej edycji zostało już około dwóch tygodni i pewna grupa osób która tworzy tę imprezę od kuchni, że się tak wyrażę zaczyna czuć już pewien dreszczyk emocji związany z uwijaniem się aby turniej był zapięty na ostatni guzik.
W tym roku DMP nie było tak promowane jak w zeszłym ale to chyba nie jest już potrzebne - wystarczy spojrzeć na listę zgłoszonych drużyn. Przede wszystkim zamierzamy zapewnić doskonałą zabawę wszystkim graczom, bez względu na Deathstormy, aneksy do URP i tym podobne czynniki wzbudzające na co dzień niesmak lub nawet czasami agresję. I to jest według mnie motyw przewodni. Mam więc nadzieję, że wszyscy przyjadą na turniej w dobrych humorach a wyjadą w jeszcze lepszych. No i do zobaczenia :)
Wiele się ostatnio wydarzyło, Wojna Światów, EEGT, różne flame'y na forach, roszady w top 5 ligi. Świadczy to zdecydowanie o tym, że nasz świat się kręci i wszyscy bawią się przy tym gorzej lub lepiej. Zwieńczeniem całego sezonu, emocjonujących turniejów, epickich imprez na masterach, awantur na forach itd ma być wspólna zabawa całego środowiska na Drużynowych Mistrzostwach Polski. Do tegorocznej, warszawskiej edycji zostało już około dwóch tygodni i pewna grupa osób która tworzy tę imprezę od kuchni, że się tak wyrażę zaczyna czuć już pewien dreszczyk emocji związany z uwijaniem się aby turniej był zapięty na ostatni guzik.
W tym roku DMP nie było tak promowane jak w zeszłym ale to chyba nie jest już potrzebne - wystarczy spojrzeć na listę zgłoszonych drużyn. Przede wszystkim zamierzamy zapewnić doskonałą zabawę wszystkim graczom, bez względu na Deathstormy, aneksy do URP i tym podobne czynniki wzbudzające na co dzień niesmak lub nawet czasami agresję. I to jest według mnie motyw przewodni. Mam więc nadzieję, że wszyscy przyjadą na turniej w dobrych humorach a wyjadą w jeszcze lepszych. No i do zobaczenia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)