piątek, 12 lutego 2010

Drużynowe Mistrzostwa Warszawy

W ostatnią niedzielę odbyły się Drużynowe Mistrzostwa Warszawy - już drugi raz warto dodać. Nie ukrywam, że czekałem na tą imprezę zniecierpliwiony. I było warto. Ale po kolei. W zeszłym roku problemy techniczne przeszkodziły nieco w realizacji imprezy tak jak miała ona wyglądać pierwotnie ale mimo wszystko każdy był bardzo zadowolony i wspólnym głosem postanowiliśmy kontynuować ideę. Format mini-drużynówki przyjął się a ogólny entuzjazm związany z tym turniejem wpłynął na tegoroczną obecność graczy - przynajmniej tak mi się wydaje. Bo ci dopisali. Blisko 20 drużyn zmagało się o tytuł najlepszych w stolicy. I... wygrał Vladdi a raczej jego drużyna.:D
W tym roku zjechało się mnóstwo luda z wielu miast a także pokazało się sporo ukrytych twarzy ze stolicy. Mam nadzieję, że ocenili turniej jako wyśmienitą zabawę i będą pojawiać się częściej.

Zaczynam zauważać taki trend, choć zdaję sobie sprawę z tego, że dla części nie będzie to żadna nowość, ale wszelkie formy grania w 40k w "stadzie" czyli parówki i drużynówki wzbudzają spore emocje. Można to potwierdzić niesamowitą frekwencją na zeszłorocznej Wojnie Światów i entuzjazmem związanym z ogłoszeniem parowego formatu tegorocznej a także ze wstępnymi zgłoszeniami na DMP gdzie po jakimś nieznacznym czasie po ogłoszeniu regulaminu lista miejsc niemal się zapełniła. Może zaczynamy dochodzić do wniosku, że formy kombinowane i cała związana z nimi otoczka kminienia nad parowaniem i niemalże, rytuałem tworzenia rozpisek po prostu jest kwintesencją tej gry.
W tym roku minie 3 rok mojego aktywnego uczestnictwa w turniejach w ogóle i mogę spokojnie powiedzieć, że drużynówki i parówki to jest to co lubie w tej grze najbardziej. Sądzę też, że znalazł bym sporo popleczników takiego poglądu.

I wcale nie przeszkadzają mi głosy że tego typu turnieje są "turniejami luster" gdzie cały czas gra się z tym samym bo wszyscy dochodzą do tego samego wniosku że to jest najlepsze co mogą wystawić w danej kategorii punktowej, bo wiem, że i tak każdemu dużo przyjemniej wygrywać jeżeli wygrywa się dla drużyny. I nikt nie idzie po trupach do celu bo większość graczy jest odpowiednio do tej zabawy zdystansowana.

Na DMP zamierzam bawić się równie wyśmienicie a o Wojnie Światów nawet nie wspomnę :)
Polecam wszystkim zrobić podobnie bo warto poczuć przyjemność jaka płynie z takich turniejów.
I nie sądzę, aby przejadły się o ile będzie ich na tyle mało że na każdy będzie czekało się jak na pierwszą gwiazdę w dzieciństwie!

niedziela, 13 grudnia 2009

Powrót do przeszłości.

Saise męczy mnie co jakiś czas ponaglającymi komentarzami za co jestem mu ogromnie wdzięczny bo znów mnie zmotywował.
W Wawie jest jak jest z turniejami, jednak nie tak kolorowo jak wskazuje poprzedni post. Jednak 40 osób w lidze Cytadeli to dla mnie zagadka stulecia. Nie ma co się na ten temat rozpisywać bo zaczynam dochodzić do wniosku że tylko wspólne wyjazdy "za granicę" trzymają jeszcze w kupie to środowisko.

Ostatnio na turnieju zagrałem Armoured Battlegroup - stareńką listą niedawno odświeżoną przez Forge World. Szczerze przyznam, że do niedawna myślałem, że kompanie czołgów to etap zamknięty przez GW już dawno temu. A jednak. Co więcej - mimo, że nieco mniej oficjalnego, co rozumiem przez "pozbawionego kodeksu" supportu hobby z ich strony jest jak na lekarstwo to Fordż stara się nadrabiać (plotki mówią, że następny IA będzie miał odświeżoną listę chłopaków "Airborne40k" czy li Elysian)Wróćmy jednak na ziemię i do czołgów. Tak więc po odkurzeniu ich i zbudowaniu na szybko rozpiski - chciałem poużywać trochę nowych zabawek które doszły do codexu IG na którym jeszcze nie udało mi się zagrać - ale wszystko przed nami, poszedłem na turniej.
Bawiłem się doskonale i byłem na prawdę pod wrażeniem jaka wyszła zgrabna lista. Armia ma po trochu wszystkiego, spokojnie można sie pobawić na znaczniki i no i to co najciekawsze - to doskonałe uczucie, że wróg nie będzie się z tobą strzelał :)
Naprawdę ucieszyłem się, że nadal jest wsparcie dla armii których główną siłą jest nastawienie na przyjemność gry, odmianę od "trzyplusów" i nieco inne podejście ze strony przeciwników mimo swojego pozornego przedawnienia. Żeby tylko zwiększyła się się tolerancja na nie na turniejach, to będę chodził z bananem przez cały czas :)))

niedziela, 4 października 2009

Coś się ruszyło.

Jest taki dobry komentarz pod pod postem niżej - "(...)blog na wakacjach?" Aż głupio mi się zrobiło bo... tak, były wakacje i nic się nie działo. Generalnie miałem kilka razy plan żeby wreszcie napisać cokolwiek - nawet jakieś pierdoły, żeby tylko dać oznaki jakiegokolwiek życia. Aż do teraz, mili państwo! Temat jest piękny.
Dziś odbył się któryś tam z kolei lokal i był to lokal nietypowy - 500 pkt parówka. Ostatni raz takie punkty były za czasów kiedy ja z Cićkiem robiliśmy turnieje w szkole na Narbutta. Okazało się, że był to doskonały chwyt marketingowo-promocyjny. Na liście zgłoszeń jak zwykle pokazały się znajome nicki ale co najważniejsze - szybko dopełniła się zupełnie nowymi twarzami. Oprócz tego nawiedziła nas zacna ekipa z Krakowa co również jest niemałym zaskoczeniem. Gdy dotarłem dziś na miejsce własnym oczom nie wierzyłem - pierwszy raz na lokalu w Warszawie, znałem mniejszość ludzi. Pojawiło się dużo młodzieży, dobrze rokującej która, sądząc po panującej atmosferze bawiła się wyśmienicie i chyba wreszcie przekonała się, że to nie jest męczarnia, Prosi nie jedzą ludzi żywcem i powoli zaczynają dostrzegać na czym tak naprawdę polega zabawa "w figurki" Tak więc, liczę na to, że Warszawskie środowisko odżyje, wreszcie zobaczymy coś nowego i pogramy z czymś świeżym. Haha zapominałbym bym o szacownych Dinozaurach które również pojawiły się na turnieju - przypomnę - na 500pkt! Kto by pomyślał że w ogóle wezmą coś takiego pod uwagę. Mam taką teorię, że źle spojrzeli i 500 pomyliło się z 5000 a po zgłoszeniu głupio się było wycofać.
Wygląda na to, że możliwość zagrania z kolegą pomogła przełamać lody i strach młodym graczom (tak piszę młody, młodzież itd - nie to żebym się czuł jakimś starcem ale wiadomo o co chodzi. ;)) co chyba wszystkim wyszło na dobre. No i nie wolno zapomnieć o roli pięciuset punktów które nie są bez znaczenia - nie wydają się tak straszne na początek.


Wszystko to jest o tyle ciekawe dlatego, że ostatnio często rozmawiamy w środowisku na temat naszej lokalnej sceny i sposobów na przywrócenie jej dawnej świetności. Oby to był początek tego procesu, bo już zacząłem się bać że niedługo zaczniemy się dusić we własnym sosie.

środa, 29 lipca 2009

O Syrence słów kilka.

Syrenka odbyła się ponad tydzień temu, ale sprawy wakacyjne pozwoliły mi dopiero dziś zasiąść przed komputerem i napisać co nieco o turnieju. Nie będę tutaj pisał żadnych samochwalczych ani krytycznych frazesów bo to wszystko zostało już powiedziane na forach. Ogólnie z turnieju jestem zadowolony choć poprawy organizacyjnej brak.
Chciałbym się raczej zająć sprawą samej formuły bądź jej braku - zależy jakby na to spojrzeć. Czy dopuszczanie absolutnie wszystkiego jest rzeczą słuszną? Sam jestem zwolennikiem ciężkich zabawek i chętnie pogrywam w apokalipsę, jednak ostatni zacząłem się zastanawiać czy w obecnym natłoku turniejów różnej klasy nasz turniej rzeczywiście jest atrakcyjny w takim stopniu w jakim zakładaliśmy. Pozwolę sobie stwierdzić, że doszliśmy do takiej sytuacji w Polsce, że to na jaki turniej się pojedzie jest kwestią wyboru/możliwości. Męczy mnie pytanie czy Syrenka jest dla graczy pozycją mającą mocne miejsce w corocznym kalendarzu turniejowym? Otóż według mnie nie. Odkąd idea Syrenki Zagłady się urodziła większość naszej społeczności mówi "czemu nie, niech jeden taki turniej na rok będzie" jednak potencjalne zaciekawienie jak to wszystko wygląda i "jak to się je" ma zupełnie inne odbicie w liście zgłoszeń. Podobnie jak w zeszłym roku osiągnęliśmy turniejową "czterdziestke" czyli około czterdziestu graczy na turniejach. Czuję niedosyt. Zwłaszcza po DMP. Dlaczego? Według mnie jest kilka powodów. Po pierwsze, formuła jednak nadal traktowana jest z rezerwą, większość osób boi się, że granie z dużymi potworami jest niezbalansowane, zwłaszcza gdy sami ich nie mają. Po drugie, punkty. Coraz bardziej dążą do osiągnięcia mało turniejowych standardów. Nawet mimo braku wymogu malowania gracze i tak nie są w stanie odpowiednio się wystawić. Pożyczanie? Często niemożliwe - duże punkty, dużo więcej się używa. Jaki efekt? Syrenka wypada z listy turniejów do odwiedzenia.
Po trzecie dopuszaczanie coraz większych dziwactw. Chyba nie muszę mówić ile niesmaku pozostawili movie marines.
Z moich obserwacji wynika, że gracze wolą jednak standardową rywalizację na standardowych zasadach, a zapewnianie, że "jeden taki turniej w roku może być" wcale do nich nie dociera co bardzo dobrze rozumiem. Natomiast, pojawił się pomysł apokaliptycznego eventu ogólnopolskiego. Odzew spory, entuzjazm spory. Nasuwa się kolejny wniosek. Apo jako zabawa, nie element walki ligowej - tak bardzo chętnie, jako turniej - raczej ostrożnie, aczkolwiek nie bez odzewu.

Ta notka może zabrzmieć jako krytyka tego co powstało w Warszawie po czasach kryzysu turniejowego. Nie chcę aby była aż tak odebrana. Jestem po stronie każdej akcji która sprawi że turnieje w Wawie były lepsze. Dbam zazwyczaj o bardziej techniczną ich stronę a tutaj mogę przelać swoje myśli :). Zdaje sobie sprawę, że zdecydowana moc ludzi przyjechała się dobrze bawić i rozumie pierwotną ideę Syrenki. Jednak sami rozumiecie, że w tej notce chodzi o coś troszkę innego. Pokazanie czy aby na pewno to jest to, i czy w takiej formie to powinno pozostać.

PS.
Mglista trochę ta moja wypowiedź dzisiejsza ale nie zamierzam nic z tym robić, liczę, że każdy kto to przeczyta będzie wiedział o co chodzi, a jak nie to zapraszam do komentowania :)

Ach! zapomniałbym. Warto jeszcze zauważyć, że w tym roku Syrenka przyciągała wzrok. Niektóre zabawki były wręcz cudne! Link do fotek tu.

środa, 1 lipca 2009

Tytany, Demony, Filmowcy... Co jeszcze?

Jakiś czas temu zapowiedziałem drugą odsłonę Syreny. Od tamtego czasu wybuchła niezła dyskusja a regulamin zmieniał się z dnia na dzień. Zdecydowanie nieprzystosowane do normalnych rozgrywek zabawki z Apo. przyniosły wiele wątpliwości. Nie przejmując się kolejnym postom wytykającym niezbalansowanie, przegięcie i w ogóle obrzydliwość niektórych rzeczy, wyszukiwałem luźnych deklaracji, kto, co przywiezie. I szczerze mówiąc jestem póki co zadowolony. Jeżeli ustawienie planet i wszystkie inne okoliczności będą sprzyjały to ujrzymy sporo Dużych (tych największych) Demonów, chaosowych samolotów, Thunderhawka, Stompę, eldarskich fruwajek też może nie zabraknie. Pewnie pojawią się jakieś benki no i mam nadzieję, że i z jeden Psiak Wojenny będzie się przechadzał po stołach.
W sumie dziwię się czemu jest aż tak wielu przeciwników wystawiania niecodziennych jednostek tych spod znaku Structure Pointów i więcej niż kilku woundów. Zanim wyszła Apokalipsa GW w ogóle nie supportowało bitew na nieco większą skalę. Fason trzymał jedynie FW wydając kolejne podręczniki z kampaniami. Nie było więc żadnej "oficjalnej", że tak to ujmę, okazji do wypróbowania tego arsenału. A wiem z własnego i znajomych przykładu, że są osoby dla których turnieje to jedyny czas przeznaczony na zabawę w wojnę przyszłości, więc o jakieś wielkiej bitwie można tylko pomarzyć.
Proponuję więc Syrenkę uznać jako zwykła odskocznię od tego co spotykamy zazwyczaj - kiedy to różnicę robią właściwie tylko punkty, zdjąć z półki pochowane Tytany i po prostu się zabawić. Skoro formuła turnieju na to pozwala czemu nie?
A jak ktoś się nie przekona to "męskie" punkty również pozwalają na trochę fantazji i stworzenie czegoś niespotykanego.

Zapraszam raz jeszcze. I sobie życzę aby lista zgłoszeń rosła z dnia na dzień :P

wtorek, 9 czerwca 2009

Syrenka Zagłady 2 - Zemsta Gargantuanów.

... Brzmi jak tytuł filmu SF kategorii C prawda? W ogóle jestem zadowolony bardzo bo mi wróciła ochota na pisanie. I tematów sporo do omówienia. Dzień po opublikowaniu moich dywagacji na temat przybornika turniejowego, na forach pojawił się wstępny zarys regulaminu drugiej odsłony warszawskiego turnieju po reformie czyli Syrenki Zagłady. Jak można zaobserwować, są zmiany w stosunku do regulaminu z ubiegłego roku. Turniej nam się spasł o około 300 punktów, zaczęli produkować słabszą broń o sile D i sędziowie zapowiadają, że tym razem użyją lepszych okularów do oceny samoróbek reprezentujących modele z IA.
Warto wspomnieć, że jednak nie stanęliśmy do wyścigu o mastera. Postanowione zostało, że lepiej aby turniej z dozwolonym wszystkim był bardziej for fun, i nie powinien być jednym z nielicznych, decydujących w największym stopniu o wyglądzie czołówki ligi turniejem jakim niewątpliwie są mastery - wszystkie są raczej standardowe pomimo różnych wariacji i tak powinno według mnie i innych współdecydujących pozostać.

Nie mogę póki co napisać nic więcej ponad to co dostępne na forum. Mogę zapewnić tylko, że zeszłoroczne emocje wieczorne już się nie powtórzą, a turniej zorganizujemy równie fajnie co DMP. Ekipa sędziowska już pracuje nad klaryfikacjami zasad i tworzeniem apocalyptic rules packa i wykańczaniem regulaminu. No i oczywiście gorąco zachęcić nie tylko do udziału w Syrence Zagłady ale też zabrania na nią czegoś nietypowego - co tylko dopełni formułę turnieju.

Ps.
a na forach już można można poczytać jakie niektórzy mają pomysły na wykorzystanie zabawek "4fun" hehehe...

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Przybornik dobrego turniejowicza.

Pozwolę sobie na małą odskocznię od tematyki środowiskowej. Bo pojawił się temat którego miałem nadzieję nigdy nie oglądać. Chodzi o problem akcesoriów niezbędnych do gry lub jak kto woli "wyposażenia dodatkowego". Mowa tu o kostkach, miarce, wzornikach, zasadach własnej armii i czytelnej dla przeciwnika rozpisce w formie papierowej.
Jak zaczynałem się bawić w tę grę na turniejach co było stosunkowo niedawno, to byłem graczem dość zestresowanym :) Turniej kojarzył mi się z czymś co jest "pro". Obawa czy na pewno umiem grać dość dobrze, czy jak będę próbował wcisnąć nieświadomego wała to będę wyklęty. Czy dostane karniaki za brak właśnie tych wcześniej wspomnianych akcesoriów. Generalnie myślą przewodnią było wtedy ogólne - czytaj: odpowiednie, przygotowanie do gry. Na szczęście mi to zostało ale nie jako stresor ale rzecz naturalna i oczywista. Kontrowersje związane z zaproponowanym przez Cićka ulepszeniem regulaminu warszawskich turniejów trochę, a może nawet całkiem konkretnie mnie zaskoczyły. Dla części posiadanie zasad własnej armii czy wydrukowanej rozpiski nie należy do wymogów. Szkoda. Ale sytuacja w której przychodzi się na turniej tylko z figurkami i liczy się, że przeciwnik na pewno będzie miał wszystko co potrzeba jest dla mnie trochę chora. A co jak delikwenci o identycznym poglądzie trafią na siebie? Tactical draw i na browar bo nie ma czym rzucać?
Tak samo dziwi mnie zgłaszana niechęć do drukowanej rozpy. Wielu przeciwników wymaga wglądu w rozpiskę przed bitwą - co powinno być im zapewnione. Wygibasy z laptopami nad stołem chyba jednak nie są zbyt dobrym pomysłem. Muszę od razu uprzedzić, że argumenty o braku dostępu do drukarki od razu powodują u mnie reakcję zatykania uszu - boję się przepukliny, zwłaszcza że jest ona ostatnio dość popularna u mnie w rodzinie :D. Ale, ale, przecież nie trzeba od razu drukować, można napisać ręcznie. Warunek jest jeden - czytelność dla przeciwnika. Nikomu nie życzę rozszyfrowywania hieroglifów, sam niezbyt znam się na kaligrafii więc wiem jaki to ból. A jak autor sam nie może przeczytać co tam wypocił na kolanie w autobusie to już w ogóle śmiech na sali.



Podsumowując ten przemiły ochrzan, chcę delikatnie zaznaczyć, że takie szczegóły jak kostki czy miarka nie są rzeczą które "mogą się przydać na turnieju" a czymś niezbędnym. Zostawiam pod rozwagę. Nie chcę się tu zagłębiać w otchłanie rozważań o kulturze i szacunku bo nie jestem żadnym specem od etykiety ale cały ten wpis ma na celu reformę poglądów. Aby każdy z kim gramy był taki jak drugie słowo w tytule.