Ruszyła nowa strona ligowa. Liga jest teraz oddzielną od Gloria Victis "instytucją" której stworzeniem od zera zajął się głównie Misiu. Nowa strona zmieniła się głównie pod względem designu - tu mamy powiew świeżości i przyciągającego uwagę skina. Zawartość i cele nadal zostają te same - centrum polskiego światka wh40k.
W związku z nową edycją czterdziestki, coraz więcej problemów zaczęło się pojawiać na forach gdzie już teraz powstały zalążki nowych PKZtów. Ze względu na brak forum ligowego i możliwości opracowywania klaryfikacji, każdy organizator turnieju tworzył coś w rodzaju własnego FAQa.
Teraz gdy nasza odświeżona strona ruszyła, lista sędziowska może spokojnie brać się do ostrej roboty :] bo errata musi być. Zwłaszcza, że na horyzoncie pojawiać się zaczynają kolejne mastery - Halo Stars i pierwszy master w Olsztynie Battlecannon.
Nowy adres Ligi Wh40k
niedziela, 12 października 2008
niedziela, 5 października 2008
Pewien etap się zamyka...
A właściwie, to już się zamknął. Gloria Victis, ogólnopolskie forum wh40k, skupiające wokół siebie warszawskie środowisko graczy, zmieniło szefów. Ostatni z tzw. "Starej Gwardii" warszawskiej 40k, czyli Yakubu i Sławek oficjalnie opuścili stołki władzy. Oficjalny temat z pożegnaniem można znaleźć tu. Nowymi administratorami forum zostali, Isengrim i Skark. Chciałem tutaj walnąć jakąś złośliwość dotyczącą wieku, coś w stylu - młode pokolenie u władzy, ale tego nie zrobię. W każdym bądź razie chciałem co nieco skomentować wydarzenie. Yakubu zostawił na barkach wyżej wymienionych, trudne zadanie. Zadbanie o jedno z największych for dotyczących 40k w Polsce. Porządki jesienne i zmiany personalne są również okazją do zmian w środowisku. Może teraz rozpoczną się ciekawe dyskusje co do losów naszego powiększającego się społeczeństwa. Rozmowy mające na celu jeszcze większe zespojenie i zintegrowanie go.
Co do nowego szefostwa, jestem o nich spokojny. Myślę że to bardzo dobry wybór. Choć tak naprawdę będzie można ocenić to dopiero za jakiś czas.
Moja niska aktywność turniejowa daje o sobie znać. Nie byłem na Arenie, nie wiem czy będę na Halo Stars. Wiem jednak na pewno, że chciałbym już DMP. Coraz częściej zaczynam myśleć o ich organizacji. Nowe forum, nowa władza, nowe sposoby i kierunki myślenia mogą dać Warszawie niezłego kopa w tworzeniu tej imprezy.
Co do nowego szefostwa, jestem o nich spokojny. Myślę że to bardzo dobry wybór. Choć tak naprawdę będzie można ocenić to dopiero za jakiś czas.
Moja niska aktywność turniejowa daje o sobie znać. Nie byłem na Arenie, nie wiem czy będę na Halo Stars. Wiem jednak na pewno, że chciałbym już DMP. Coraz częściej zaczynam myśleć o ich organizacji. Nowe forum, nowa władza, nowe sposoby i kierunki myślenia mogą dać Warszawie niezłego kopa w tworzeniu tej imprezy.
niedziela, 7 września 2008
Znów ruszamy
Od Syrenki Zagłady, cierpię na coś w rodzaju dziury publicystycznej. Zwalę winę na turnieje, a raczej ich brak. Wiąże się to z wakacyjną przerwą w Lelewelu o której pisałem jakiś czas temu.
Nastał wrzesień, szkoła została otwarta, a więc Warszawa wraca na arenę turniejową. Pierwszy odbył się wczoraj, gracze dopisali jak to ostatnimi czasy bywa i to nie tylko ci z Warszawy. Wrażenia po pierwszym piątoedycyjnym turnieju można poczytać na Glorii.
Skoro wakacje turniejowe dobiegły końca to na pewno będę pisał częściej.
Nastał wrzesień, szkoła została otwarta, a więc Warszawa wraca na arenę turniejową. Pierwszy odbył się wczoraj, gracze dopisali jak to ostatnimi czasy bywa i to nie tylko ci z Warszawy. Wrażenia po pierwszym piątoedycyjnym turnieju można poczytać na Glorii.
Skoro wakacje turniejowe dobiegły końca to na pewno będę pisał częściej.
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Mistrzowie i WIcemistrzowie.

Euro zakończone syto.
Czterdziestka pierwsze miejsce, WFB drugie.
Gratulacje dla reprezentantów.
Życzę sukcesów w następnych edycjach mistrzostw Europy. Mam nadzieję że z puchar będzie bezustannie u nas.
So stand up for the Champions. hehehe.
wtorek, 29 lipca 2008
Wakacje a turnieje
Od kwietnia turnieje lokalne w Warszawie odbywają się w nowej miejscówce. Całkowita zmiana działalności środowiska wyszła mu na dobre, czego jednym z dowodów jest Syrenka Zagłady. Lelewel jest większy, tańszy i ogólnie wszyscy są bardziej z niego zadowoleni.
Od momentu przenosin do Lelewela, turnieje warszawskie bija rekordy frekwencji, pojawiają się coraz to nowi chętni do pisania regulaminów i prowadzenia turniejów.
Zerwanie z turniejową przeszłością, pozwoliło na utworzenie całkiem prywatnej czterdziestkowej bazy blatowo - terenowej, która z kolei jest - w moim odczuciu - ciekawym czynnikiem integrującym środowisko. Jak? to proste. Wspólne dbanie o nowe spotkania "makieciarskie" itd.
Lelewel niestety sprawił pewien zawód w Wakacje. W sumie to nie można się czepiać. Szkoła jak to szkoła - tylko latem jest czas na remonty i różne inne modernizacje budynku. Jednak wyłącza to Warszawę z turniejowania na dwa miesiące.
Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie Syrenka to doznalibyśmy ogólnostołecznego marazmu turniejowego. Wiadomo, wielu graczy wybierze inne ośrodki, w których cały czas odbywają się turnieje, ale szczerze mówiąc miałem taką małą nadzieję że gdy pod koniec sezonu ukaże się lista zaliczonych turniejów na stornie ligi to zobaczę liczbę 12 przy pozycji "Warszawa"
Na szczęście, jesień zapowiada się wyśmienicie. Arena w Krakowie, Halo Stars w Szczecinie plus oczywiście start naszych turniejów. A skoro już jestem przy Arenie i przy Halo Stars to ciekawy temat powstał na Gildii. 2008 pkt wystarczyło żeby dać super heavies i latacze. Szczecin proponuje jeszcze większy rozmach bez większych zabawek.
Myślę również że po wakacjach, coraz częściej w Warszawie będzie słychać skrót DMP.
Ale póki co zachęcam do wakacyjnego relaksu :p
Od momentu przenosin do Lelewela, turnieje warszawskie bija rekordy frekwencji, pojawiają się coraz to nowi chętni do pisania regulaminów i prowadzenia turniejów.
Zerwanie z turniejową przeszłością, pozwoliło na utworzenie całkiem prywatnej czterdziestkowej bazy blatowo - terenowej, która z kolei jest - w moim odczuciu - ciekawym czynnikiem integrującym środowisko. Jak? to proste. Wspólne dbanie o nowe spotkania "makieciarskie" itd.
Lelewel niestety sprawił pewien zawód w Wakacje. W sumie to nie można się czepiać. Szkoła jak to szkoła - tylko latem jest czas na remonty i różne inne modernizacje budynku. Jednak wyłącza to Warszawę z turniejowania na dwa miesiące.
Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie Syrenka to doznalibyśmy ogólnostołecznego marazmu turniejowego. Wiadomo, wielu graczy wybierze inne ośrodki, w których cały czas odbywają się turnieje, ale szczerze mówiąc miałem taką małą nadzieję że gdy pod koniec sezonu ukaże się lista zaliczonych turniejów na stornie ligi to zobaczę liczbę 12 przy pozycji "Warszawa"
Na szczęście, jesień zapowiada się wyśmienicie. Arena w Krakowie, Halo Stars w Szczecinie plus oczywiście start naszych turniejów. A skoro już jestem przy Arenie i przy Halo Stars to ciekawy temat powstał na Gildii. 2008 pkt wystarczyło żeby dać super heavies i latacze. Szczecin proponuje jeszcze większy rozmach bez większych zabawek.
Myślę również że po wakacjach, coraz częściej w Warszawie będzie słychać skrót DMP.
Ale póki co zachęcam do wakacyjnego relaksu :p
poniedziałek, 21 lipca 2008
Co tam panie po Syrence?
Znów napotkałem problem. Ciężko jest mi napisać obiektywną ocenę turnieju który sam współorganizowałem. Solucja: Nie będę obiektywny.
W miniony weekend(19 - 20) odbył się warszawski chelek. Dziecko reformy naszego środowiska. Już na wstępie powiem że turniej udany. Przygotowywaliśmy się krótko aczkolwiek intensywnie. mięliśmy około miesiąca na konkretne działania ponieważ decyzja o organizacji turnieju w drugiej połowie lipca zapadła przed 3city Heresy, czyli w drugiej połowie czerwca.
Organizatorem głównym okrzyknął się Zły. Jego dziełem był regulamin, powołanie sędziów, koordynowanie wszystkich działań organizacyjnych. Formuła turnieju była zdecydowanie niecodzienna i mocno eksperymentalna. Według mnie bardzo udana bo jestem fanem Imperial Armour, Apokalipsy, Flyerów, wszelkiej niecodzienności jeżeli chodzi o dopuszczanie jednostek. Jednak już po opiniach na forach, można zauważyć że tylko część graczy podziela mój pogląd. Są tego dwa powody.
Po pierwsze: Zdecydowana mniejszość oryginalnych modeli z FW. Mimo że większość z nich była całkiem porządnie wykonana, to niestety można było odnieść wrażenie, że niestety nie do końca o to chodziło. Tak jakby to właśnie super heavies miały dopakowywać rozpiskę, a nie być w niej dla przyjemności gry czymś nowym, odmiennym, czego raczej na żadnym innym stole turniejowym nie zobaczymy. Jednak są i entuzjaści takiej formuły co niezmiernie mnie cieszy i utwierdza w przekonaniu, że jeden taki dziwaczny turnej na rok nikomu nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie. Może zmotywuje to graczy do zmodyfikowania swoich modeli tak aby były jeszcze okazalsze lub tez nabycia oryginałów.
Co do reszty organizacji. Myślę, że pokazaliśmy spory postęp w stosunku do lutowej klapy. Każdy gracz otrzymał ładną książeczkę z zasadami turnieju, faqiem dotyczącym zasad apokaliptycznych jednostek, kartę gracza i upominkową naklejkę. Niestety minus dla nas za nie przewidzenie problemów z drukarką i kompem Isengrima. Ale była!
Specjalnie skupiliśmy się na poprawie tych spraw które mocno kulały na Varsovia Wars, na przykład na miejscówce. Teraz była to spora Sala gimnastyczna, tak więc nie było ścisku i problemów, z pomieszczeniem wszystkiego. Sam osobiście odczułem jedną wadę tej sali: było okropnie duszno a jestem specjalnie wyczulony na duchotę wewnątrz takich pomieszczeń gdzie naraz przebywa jeszcze w dodatku 50 osób. Wiem jednak że część ludzi może odebrać to jako marudzenie. :)
Oprócz ciekawej sali mnie również zaskoczył standart toalety i pryszniców. Uważam, że były naprawdę porządne. Tu znowu jednak musimy wymierzyć sobie policzek, bo nie pomyśleliśmy o otwarciu drugiej toalety, do tej otwartej często stała kolejka.
Udało nam się ogarnąć również dodatkowe pomieszczenie sypialne i przechowalnie bagaży. Tu oczywiście podziękowania dla Stikmana który zajął się wynajęciem szkoły.
Zaraz po organizacji stoją sędziowie. Zły zaangażował dwóch weteranów i jednego podlotka >:] Pan sędzia główny Isengrim bardzo dobrze dał sobie radę. Był na potrzeby
każdego gracza, Pilnował czasu, i bardzo dobrze rozwiązywał problemy. Pomagał mu w tym MarcinB który również podszedł świetnie do swojego zadania. Ciciek nie był zbyt wybitnie zasłużony jeżeli chodzi o sędziowanie, ale przynajmniej zastąpił Treja który był zmęczony po ciężkiej sobocie, pomagał w organizacji i w problemach z sędziówką.
Wielki szacun dla wszystkich panów, podziękowania i gratulacje.
Ja tym razem brałem udział tylko z backstage'u, zająłem się organizacją transportu terenów blatów i innych elementów ważnych dla całego turnieju. Ale przynajmniej sobie pograłem i było bardzo przyjemnie.
#########
Pora na najczarniejszy rozdział. Bardzo bym chciał nie musieć o tym wspominać, ale bez tego ta notka byłaby kompletna.
Tradycją jest sobotnio - niedzielna impreza turniejowa. Tym razem była ona źle zinterpretowana przez niektórych graczy których dalej będę nazywał "syrenkami"
Alkohol jak to alkohol jest dla ludzi ale jak się okazuje, nie dla wszystkich i wymaga też pewnego "skilla". Podczas gdy turniejowi wyjadacze kulturalnie bawili się w najlepsze i mówie tu o osobach które wiedzą jak utrzymać fason, Syrenki nie próżnowały. Co by się za bardzo nie rozpisywać, powiem tylko, że jak wróciłem ze sklepu zastałem naszą fest miejscówkę w opłakanym, nie,w zarzyganym stanie.
Kolesie upili się do nieprzytomności i pierwszy raz widziałem ludzi w takim stanie.
Powiem, że straciłem wszelką nadzieję na udaną drugą część turnieju i spanikowałem.
Stikman na szczęście nie stracił głowy i zarządził że musimy to wszystko ogarnąć.
Tu wielki ukłon w jego stronę bo posprzątał wszystkie pomieszczenia z moją niewielką pomocą. Wielki ukłon i podziękowania również dla MarcinaB i Leona a także mojego przyjaciela Kuby który wcześniej zajmował się produkcją hot dogów. Podczas gdy ja ze Stikmanem szorowaliśmy rzygowiny i ratowaliśmy niedzielę, oni czuwali przy syrenkach aby ci przypadkiem nie zeszli, a nie musieli tego robić.
Koledzy Dołożyli nam pracy, nie ma co. Mam nadzieję, że nasi koledzy dostali nauczkę i wiedzą co się dzieje jak sie przeceni swoje możwliwości.
W każdym razie niedziela przebiegła równie sprawnie co sobota, my dokończyliśmy naszą imprezę, tu nie obyło się bez konfliktu ze śpiącymi ale chyba nam to wybaczą. ;P
Popsuło to nieco opinie o turnieju który sam w sobie wydawał się naprawdę dobry. No ale cóż... przynajmniej teraz wiemy, że trzeba kontrolować mocno imprezę gdy ci goście się pojawiają :D
Kończę już tę całkiem obszerną relację, chciałem podziękować wszystkim współorganizatorom, sędziom no i graczom którzy nie zawiedli.
Fajnie, że ogólna opinia o Warszawie wzrosła i cieszę się, że udało nam się spełnić większość wymogów dobrego turnieju. Takie opinie jakie widać na forach GV i Gildii tylko motywują do większego skupienia i pracy. A pracy sporo przed nami. Bo na DMP miesiąc nam nie wystarczy a to już musi być klasa sama w sobie.
PS.
Nie wiem czy wszyscy zauważyli ale na turnieju odbywał się również pokaz nowego systemu bitewnego i to jeszcze w dodatku rodzimego, pt. "Pulp City" Zapowiada się obiecująco, zapraszam na tutaj po więcej info.
W miniony weekend(19 - 20) odbył się warszawski chelek. Dziecko reformy naszego środowiska. Już na wstępie powiem że turniej udany. Przygotowywaliśmy się krótko aczkolwiek intensywnie. mięliśmy około miesiąca na konkretne działania ponieważ decyzja o organizacji turnieju w drugiej połowie lipca zapadła przed 3city Heresy, czyli w drugiej połowie czerwca.
Organizatorem głównym okrzyknął się Zły. Jego dziełem był regulamin, powołanie sędziów, koordynowanie wszystkich działań organizacyjnych. Formuła turnieju była zdecydowanie niecodzienna i mocno eksperymentalna. Według mnie bardzo udana bo jestem fanem Imperial Armour, Apokalipsy, Flyerów, wszelkiej niecodzienności jeżeli chodzi o dopuszczanie jednostek. Jednak już po opiniach na forach, można zauważyć że tylko część graczy podziela mój pogląd. Są tego dwa powody.
Po pierwsze: Zdecydowana mniejszość oryginalnych modeli z FW. Mimo że większość z nich była całkiem porządnie wykonana, to niestety można było odnieść wrażenie, że niestety nie do końca o to chodziło. Tak jakby to właśnie super heavies miały dopakowywać rozpiskę, a nie być w niej dla przyjemności gry czymś nowym, odmiennym, czego raczej na żadnym innym stole turniejowym nie zobaczymy. Jednak są i entuzjaści takiej formuły co niezmiernie mnie cieszy i utwierdza w przekonaniu, że jeden taki dziwaczny turnej na rok nikomu nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie. Może zmotywuje to graczy do zmodyfikowania swoich modeli tak aby były jeszcze okazalsze lub tez nabycia oryginałów.
Co do reszty organizacji. Myślę, że pokazaliśmy spory postęp w stosunku do lutowej klapy. Każdy gracz otrzymał ładną książeczkę z zasadami turnieju, faqiem dotyczącym zasad apokaliptycznych jednostek, kartę gracza i upominkową naklejkę. Niestety minus dla nas za nie przewidzenie problemów z drukarką i kompem Isengrima. Ale była!
Specjalnie skupiliśmy się na poprawie tych spraw które mocno kulały na Varsovia Wars, na przykład na miejscówce. Teraz była to spora Sala gimnastyczna, tak więc nie było ścisku i problemów, z pomieszczeniem wszystkiego. Sam osobiście odczułem jedną wadę tej sali: było okropnie duszno a jestem specjalnie wyczulony na duchotę wewnątrz takich pomieszczeń gdzie naraz przebywa jeszcze w dodatku 50 osób. Wiem jednak że część ludzi może odebrać to jako marudzenie. :)
Oprócz ciekawej sali mnie również zaskoczył standart toalety i pryszniców. Uważam, że były naprawdę porządne. Tu znowu jednak musimy wymierzyć sobie policzek, bo nie pomyśleliśmy o otwarciu drugiej toalety, do tej otwartej często stała kolejka.
Udało nam się ogarnąć również dodatkowe pomieszczenie sypialne i przechowalnie bagaży. Tu oczywiście podziękowania dla Stikmana który zajął się wynajęciem szkoły.
Zaraz po organizacji stoją sędziowie. Zły zaangażował dwóch weteranów i jednego podlotka >:] Pan sędzia główny Isengrim bardzo dobrze dał sobie radę. Był na potrzeby
każdego gracza, Pilnował czasu, i bardzo dobrze rozwiązywał problemy. Pomagał mu w tym MarcinB który również podszedł świetnie do swojego zadania. Ciciek nie był zbyt wybitnie zasłużony jeżeli chodzi o sędziowanie, ale przynajmniej zastąpił Treja który był zmęczony po ciężkiej sobocie, pomagał w organizacji i w problemach z sędziówką.
Wielki szacun dla wszystkich panów, podziękowania i gratulacje.
Ja tym razem brałem udział tylko z backstage'u, zająłem się organizacją transportu terenów blatów i innych elementów ważnych dla całego turnieju. Ale przynajmniej sobie pograłem i było bardzo przyjemnie.
#########
Pora na najczarniejszy rozdział. Bardzo bym chciał nie musieć o tym wspominać, ale bez tego ta notka byłaby kompletna.
Tradycją jest sobotnio - niedzielna impreza turniejowa. Tym razem była ona źle zinterpretowana przez niektórych graczy których dalej będę nazywał "syrenkami"
Alkohol jak to alkohol jest dla ludzi ale jak się okazuje, nie dla wszystkich i wymaga też pewnego "skilla". Podczas gdy turniejowi wyjadacze kulturalnie bawili się w najlepsze i mówie tu o osobach które wiedzą jak utrzymać fason, Syrenki nie próżnowały. Co by się za bardzo nie rozpisywać, powiem tylko, że jak wróciłem ze sklepu zastałem naszą fest miejscówkę w opłakanym, nie,w zarzyganym stanie.
Kolesie upili się do nieprzytomności i pierwszy raz widziałem ludzi w takim stanie.
Powiem, że straciłem wszelką nadzieję na udaną drugą część turnieju i spanikowałem.
Stikman na szczęście nie stracił głowy i zarządził że musimy to wszystko ogarnąć.
Tu wielki ukłon w jego stronę bo posprzątał wszystkie pomieszczenia z moją niewielką pomocą. Wielki ukłon i podziękowania również dla MarcinaB i Leona a także mojego przyjaciela Kuby który wcześniej zajmował się produkcją hot dogów. Podczas gdy ja ze Stikmanem szorowaliśmy rzygowiny i ratowaliśmy niedzielę, oni czuwali przy syrenkach aby ci przypadkiem nie zeszli, a nie musieli tego robić.
Koledzy Dołożyli nam pracy, nie ma co. Mam nadzieję, że nasi koledzy dostali nauczkę i wiedzą co się dzieje jak sie przeceni swoje możwliwości.
W każdym razie niedziela przebiegła równie sprawnie co sobota, my dokończyliśmy naszą imprezę, tu nie obyło się bez konfliktu ze śpiącymi ale chyba nam to wybaczą. ;P
Popsuło to nieco opinie o turnieju który sam w sobie wydawał się naprawdę dobry. No ale cóż... przynajmniej teraz wiemy, że trzeba kontrolować mocno imprezę gdy ci goście się pojawiają :D
Kończę już tę całkiem obszerną relację, chciałem podziękować wszystkim współorganizatorom, sędziom no i graczom którzy nie zawiedli.
Fajnie, że ogólna opinia o Warszawie wzrosła i cieszę się, że udało nam się spełnić większość wymogów dobrego turnieju. Takie opinie jakie widać na forach GV i Gildii tylko motywują do większego skupienia i pracy. A pracy sporo przed nami. Bo na DMP miesiąc nam nie wystarczy a to już musi być klasa sama w sobie.
PS.
Nie wiem czy wszyscy zauważyli ale na turnieju odbywał się również pokaz nowego systemu bitewnego i to jeszcze w dodatku rodzimego, pt. "Pulp City" Zapowiada się obiecująco, zapraszam na tutaj po więcej info.
środa, 16 lipca 2008
Wspomnienie VW
Od kilku dni noszę się z zamiarem skomentowania przygotowań do Syrenki. I muszę przyznać że idzie mi to bardzo opornie. Bo tak naprawdę nie wiem co chciałbym dokładnie napisać.
Stwierdziłem więc, że powinienem jednak coś o Syrence napisać. Albo lepiej: porównać przygotowania do niej z przygotowaniami do Varsovia Wars.
Mogę spokojnie zacząć od tego, że praca nad Syrenką to zupełnie inna bajka. Czuję się trochę jakbym przygotowywał coś od czego miałaby zależeć moja kariera albo coś w tym stylu. Na Syrence zależy mi po stokroć bardziej niż zależało na Varsovii, jak przywołuje to co myślałem przed masterem w lutym, to przypomina mi się podejście - ot taki duży lokal jak to co miesiąc z Cićkiem robiliśmy . Przypomina mi się początek również początek znajomości ze Stikmanem którego poznałem kiedyś tam na lokalu i nie znaliśmy się praktycznie w ogóle. A właśnie przygotowania do VW i sam turniej spowodował, że bardzo się zakumplowaliśmy a oprócz tego, dodatkowo działamy według tej samej idei jeżeli chodzi o stołeczne turnieje - wszystko na 100%.
Varsovia Wars była jednym z pierwszych i największych kontaktów ze środowiskami z Polski. Dzięki temu poznałem wymagania i opinie graczy co do masterów. No i sam zacząłem wyjeżdżać. No i co według mnie jest najważniejsze i co tak naprawdę jest "dziedzictwem" Varsovia Wars to, to, że bez tamtego turnieju i tego jak wypadł nie było by reformy środowiska, większej integracji dyskusji, nawet kłótni i sporów, NO I oczywiście nie byłoby Syrenki.
Syrenka Zagłady to rzecz przygotowywana nie przez 3 osoby jak w lutym ale przez grupę kilku osób, szczerze zaangażowanych w osiągnięcie tym turniejem sukcesu, Syrenka to dla mnie - sposób na pokazanie że gracze z warszawy to nie grupa indywidualistów którzy tylko chcą przychodzić na turnieje, ale ekipa organizatorów, graczy i kumpli.
Można zarzucić tej notce zgorzkniały patos, ale uważam, że właśnie z takiego podejścia rodzą się przepisy na dobre turnieje. Bo jednak nam wszystkim chodzi o to żeby się dobrze bawić. Dlatego nie boję się stwierdzić, że tak naprawdę cieszę się w pewnym sensie, że master był jaki był.
Ps.
Zapomniałbym! Bez VW nie odkurzyłbym mojego bloga!
Stwierdziłem więc, że powinienem jednak coś o Syrence napisać. Albo lepiej: porównać przygotowania do niej z przygotowaniami do Varsovia Wars.
Mogę spokojnie zacząć od tego, że praca nad Syrenką to zupełnie inna bajka. Czuję się trochę jakbym przygotowywał coś od czego miałaby zależeć moja kariera albo coś w tym stylu. Na Syrence zależy mi po stokroć bardziej niż zależało na Varsovii, jak przywołuje to co myślałem przed masterem w lutym, to przypomina mi się podejście - ot taki duży lokal jak to co miesiąc z Cićkiem robiliśmy . Przypomina mi się początek również początek znajomości ze Stikmanem którego poznałem kiedyś tam na lokalu i nie znaliśmy się praktycznie w ogóle. A właśnie przygotowania do VW i sam turniej spowodował, że bardzo się zakumplowaliśmy a oprócz tego, dodatkowo działamy według tej samej idei jeżeli chodzi o stołeczne turnieje - wszystko na 100%.
Varsovia Wars była jednym z pierwszych i największych kontaktów ze środowiskami z Polski. Dzięki temu poznałem wymagania i opinie graczy co do masterów. No i sam zacząłem wyjeżdżać. No i co według mnie jest najważniejsze i co tak naprawdę jest "dziedzictwem" Varsovia Wars to, to, że bez tamtego turnieju i tego jak wypadł nie było by reformy środowiska, większej integracji dyskusji, nawet kłótni i sporów, NO I oczywiście nie byłoby Syrenki.
Syrenka Zagłady to rzecz przygotowywana nie przez 3 osoby jak w lutym ale przez grupę kilku osób, szczerze zaangażowanych w osiągnięcie tym turniejem sukcesu, Syrenka to dla mnie - sposób na pokazanie że gracze z warszawy to nie grupa indywidualistów którzy tylko chcą przychodzić na turnieje, ale ekipa organizatorów, graczy i kumpli.
Można zarzucić tej notce zgorzkniały patos, ale uważam, że właśnie z takiego podejścia rodzą się przepisy na dobre turnieje. Bo jednak nam wszystkim chodzi o to żeby się dobrze bawić. Dlatego nie boję się stwierdzić, że tak naprawdę cieszę się w pewnym sensie, że master był jaki był.
Ps.
Zapomniałbym! Bez VW nie odkurzyłbym mojego bloga!
Subskrybuj:
Posty (Atom)