poniedziałek, 26 kwietnia 2010

I po sezonie.

W weekend sezon ligowy 2009/2010 został szczęśliwie zamknięty na DMP które z tego co zdążyłem przeczytać były niezwykle udane. W temat wrażeń, wspominek i dyskusji o tegorocznych mistrzostwach można zagłębić się tu lub tu.
Na DMP zostały też przyznane Młotki - czyli symboliczne nagrody za osiągnięcia w lidze, zasługi za działałność na rzecz środowiska czy też promowanie naszego hobby. W tym sezonie zagłosowało znacznie więcej osób niż w zeszłym czego rezultatem są dość zaskakujące według mnie wyniki. Można je zobaczyć tu. Młotki zaczęły zaskakiwać, bo w prawie każdej kategorii typowałem zupełnie innego zwycięzcę. W każdym razie fajnie, że coś się rusza w tym temacie, mam nadzieję, że za rok zobaczymy dużo więcej nowych zgłoszeń a wyniki będą jeszcze ciekawsze.

Nowy sezon niedługo ruszy pełną parą, już zapowiadane są daty turniejów w okresie wiosenno - letnim. Niedługo zacznę również monitorować przygotowania do Syrenki Zagłady 3, która w tym roku przesunie się w kalendarzu nieco do przodu. Jestem też ciekawy czy nowy sezon przyniesie również ośrodek który zechce organizować kolejnego challengera i czy będziemy światkami jakichś znaczących, konkretnych zmian na tym polu.
Ciekawią mnie również przygotowania drużyny do ETC a właściwie jej składu, w tym sezonie w top10 pojawiły się nowe nazwiska i czy stały skład postawi na "świeżą krew" czy jednak będzie wolał grać w sprawdzonym gronie.

Podsumowując sezon był bardzo udany. Mimo, że nie udało mi się odwiedzić wszystkich lub nawet większości turniejów ogólnopolskich to wszędzie tam gdzie byłem zawsze bawiłem się bardzo dobrze. Dobrze że kolejny sezon przyniósł nowe zmiany - nowe armie, które bezustannie przecierają sobie szlaki do stałych turniejowych standardów, nowy top ligi, nawet Drużynowe Mistrzostwa Warszawy w tym roku okazały się małymi mistrzostwami Polski bo ogromna część środowiska przyjęła ten pomysł ze sporym entuzjazmem.

Oby nowy sezon był jeszcze ciekawszy i oby to hobby nigdy nie przestało mnie zaskakiwać. Tego życzę Wam i sobie w nadchodzącym sezonie, drodzy Czytelnicy

Ps.
Mam nadzieję, że Trej napisze wypasiony "alfabet" sezonu 09/10 :)

środa, 21 kwietnia 2010

No i wszystko padło.

Znów dawno nie zaglądałem, bo końcówka zimy i początek wiosny upłynęły mi na przygotowaniach do Wojny Światów i DMP. A z tym drugim jest afera. Niestety moja noga uległa zniszczeniu i musieli mi wstawić bioniczny implant, a panowie z Apothecarium powiedzieli że nie mogę się ruszać przez kilka tygodni z domu. Zakląłem szpetnie muszę przyznać, bo szczerze mówiąc żyłem tym turniejem od jakiegoś czasu. Zwłaszcza, że zeszłoroczna edycja którą miałem przyjemność współorganizować narobiła mi nieziemskiego smaku. Poskładałem nawet ziomalską ekipę, i poczyniłem wszelkie przygotowania tylko po to żeby na tydzień przed turniejem przekazać armię komuś kto uratuje team przed rozpadem. Pech.

O Wojnie Światów nic nie napisałem. Chyba nie trzeba - doskonale było, co mam nadzieje potwierdzi wręczenie chłopakom Młotka za najlepszy turniej. Bo jak zwykle im się należy. Więc zachęcam do głosowania. Czasu pozostało niewiele. może ktoś się jeszcze załapie.

Tymczasem, życzę wszystkim a szczególnie Cićkowi, Tomashowi, Isengrimowi, Stikmanowi i Typhusowi doskonałej zabawy i sukcesów na DMP. Niech ten turniej będzie zwieńczeniem tego jak ciekawy i udany był to sezon ligowy.

Ps.
Niedługo mam zamiar uruchomić nowy projekt blogowy związany bezpośrednio z figurkami. So stay tuned.

środa, 24 lutego 2010

Kreacja na DMP

Udało się ustalić ostateczny kształt drużyny na DMP pod względem osobowym. To będą moje pierwsze mistrzostwa (nie licząc zeszłorocznych które współorganizowałem) i przy okazji pierwsze w roli kapitana. Z racji tego, że aspekt towarzyski tej gry przekładam ponad wszystko inne to postanowiłem że drużyna musi być zbiorem ziomów z którymi jestem w jakiś tam sposób "związany". Ponadto, styl gry oraz ogólny sposób wyrażania agresji w wersji figurkowej ma być mocno nastawiony na przekaz krótkodystansowy, czyli - close combat. Moja idea została przyjęta przez aklamację już na DMW, kiedy ze Złym dogadywaliśmy ostateczne wersje rozpisek, teraz chciałbym sprawdzić jak to się ma do liczniejszego składu osobowego. A rozkład mamy taki:

Ja - Pan Kapitan, desant stada krwistej wołowiny w postaci godnej liczby bloodcrusherów wspomaganej czarem drobiu czyli fateweaverem.
Ciciek - Tu będziemy mieć do czynienia z dość prostą dostawą wilczej sfory do domu lub raczej lochu :) bez dodatkowych dopłat.
Tomash - mimo, że wyciągnięty z odmętów czterdziestkowej epoki kamienia łupanego, bardzo dobrze poradzi sobie z konwojem land raiderów wypchanych wkładem z czarnych fanatyków.

Jednak nie samą szarżą człowiek żyje, musimy mieć też coś bardziej elastycznego.

Stikman - aka Feel No Brain czyli chaos klasyczny bez kombinacji. Napisanie o nim zbyt wielu słów mogło by okazać się sporym nietaktem i brakiem umiaru.
Isengrim - nasz taktyczny advantage, czyli gwardia "zastrzel ich zanim przyjdą"

Zobaczymy jak nam to wyjdzie, bo póki co nastroje są bojowe a do turnieju jeszcze jakiś czas. Jednak właściwie codziennie przyłapuje się na rozmyślaniach dotyczących formy i treści naszej drużyny.
Ogólnie cieszę się, że się obudziłem ostatnio z pisaniem i w ogóle. Chyba działa tak na mnie zbliżający się koniec sezonu i najciekawsze eventy naszego światka!

poniedziałek, 22 lutego 2010

Czas Torunia.

Coraz większymi krokami zbliża się Dice Crusher czyli flagowy turniej w Toruniu. Zanim wybrałem się na niego pierwszy raz słyszałem właściwie tylko jedną opinię - doskonała zabawa. Turniej inny niż wszystkie, zabawniejszy ale też bardziej zaciekły. No bo przecież trzeba wykazać się swoim skillem podwójnie, co wcale nie jest takie proste.
Przypomina mi się początek mojej przygodny z czterdziestką, kiedy to w podobnym formacie rozgrywana była pewna liga dla początkujących i już wtedy, gdy brakowało jakiegokolwiek skilla i właściwie pojęcia o tej grze, kombinowało się nad rozpiską którą będzie można pokonać przeciwnika i potem wykorzystać wszystkie jej wady w drugiej bitwie. W zeszłym roku cały plan upadł bo generalnie szło mi lepiej armiami przeciwnika :)
Mimo wszystko teraz biorę armię dość standardową nastawioną na strategie "wygrać w pierwszej a potem się zobaczy" bo przecież i taka zasada ma prawo działać.

W tym roku Dice Crusher ma też inne znaczenie. Jest przedsmakiem DMP w okół którego zaczęły się już toczyć gorące dyskusje. Dlatego bez wątpienia można powiedzieć, że nadchodzi czas Torunia i w tym roku sporym nietaktem by było nie odwiedzić go dwa razy :)
PS.
No i to pierwszy turniej dwudniowy po Arenie na który uda mi się wyrwać! :P

piątek, 12 lutego 2010

Drużynowe Mistrzostwa Warszawy

W ostatnią niedzielę odbyły się Drużynowe Mistrzostwa Warszawy - już drugi raz warto dodać. Nie ukrywam, że czekałem na tą imprezę zniecierpliwiony. I było warto. Ale po kolei. W zeszłym roku problemy techniczne przeszkodziły nieco w realizacji imprezy tak jak miała ona wyglądać pierwotnie ale mimo wszystko każdy był bardzo zadowolony i wspólnym głosem postanowiliśmy kontynuować ideę. Format mini-drużynówki przyjął się a ogólny entuzjazm związany z tym turniejem wpłynął na tegoroczną obecność graczy - przynajmniej tak mi się wydaje. Bo ci dopisali. Blisko 20 drużyn zmagało się o tytuł najlepszych w stolicy. I... wygrał Vladdi a raczej jego drużyna.:D
W tym roku zjechało się mnóstwo luda z wielu miast a także pokazało się sporo ukrytych twarzy ze stolicy. Mam nadzieję, że ocenili turniej jako wyśmienitą zabawę i będą pojawiać się częściej.

Zaczynam zauważać taki trend, choć zdaję sobie sprawę z tego, że dla części nie będzie to żadna nowość, ale wszelkie formy grania w 40k w "stadzie" czyli parówki i drużynówki wzbudzają spore emocje. Można to potwierdzić niesamowitą frekwencją na zeszłorocznej Wojnie Światów i entuzjazmem związanym z ogłoszeniem parowego formatu tegorocznej a także ze wstępnymi zgłoszeniami na DMP gdzie po jakimś nieznacznym czasie po ogłoszeniu regulaminu lista miejsc niemal się zapełniła. Może zaczynamy dochodzić do wniosku, że formy kombinowane i cała związana z nimi otoczka kminienia nad parowaniem i niemalże, rytuałem tworzenia rozpisek po prostu jest kwintesencją tej gry.
W tym roku minie 3 rok mojego aktywnego uczestnictwa w turniejach w ogóle i mogę spokojnie powiedzieć, że drużynówki i parówki to jest to co lubie w tej grze najbardziej. Sądzę też, że znalazł bym sporo popleczników takiego poglądu.

I wcale nie przeszkadzają mi głosy że tego typu turnieje są "turniejami luster" gdzie cały czas gra się z tym samym bo wszyscy dochodzą do tego samego wniosku że to jest najlepsze co mogą wystawić w danej kategorii punktowej, bo wiem, że i tak każdemu dużo przyjemniej wygrywać jeżeli wygrywa się dla drużyny. I nikt nie idzie po trupach do celu bo większość graczy jest odpowiednio do tej zabawy zdystansowana.

Na DMP zamierzam bawić się równie wyśmienicie a o Wojnie Światów nawet nie wspomnę :)
Polecam wszystkim zrobić podobnie bo warto poczuć przyjemność jaka płynie z takich turniejów.
I nie sądzę, aby przejadły się o ile będzie ich na tyle mało że na każdy będzie czekało się jak na pierwszą gwiazdę w dzieciństwie!

niedziela, 13 grudnia 2009

Powrót do przeszłości.

Saise męczy mnie co jakiś czas ponaglającymi komentarzami za co jestem mu ogromnie wdzięczny bo znów mnie zmotywował.
W Wawie jest jak jest z turniejami, jednak nie tak kolorowo jak wskazuje poprzedni post. Jednak 40 osób w lidze Cytadeli to dla mnie zagadka stulecia. Nie ma co się na ten temat rozpisywać bo zaczynam dochodzić do wniosku że tylko wspólne wyjazdy "za granicę" trzymają jeszcze w kupie to środowisko.

Ostatnio na turnieju zagrałem Armoured Battlegroup - stareńką listą niedawno odświeżoną przez Forge World. Szczerze przyznam, że do niedawna myślałem, że kompanie czołgów to etap zamknięty przez GW już dawno temu. A jednak. Co więcej - mimo, że nieco mniej oficjalnego, co rozumiem przez "pozbawionego kodeksu" supportu hobby z ich strony jest jak na lekarstwo to Fordż stara się nadrabiać (plotki mówią, że następny IA będzie miał odświeżoną listę chłopaków "Airborne40k" czy li Elysian)Wróćmy jednak na ziemię i do czołgów. Tak więc po odkurzeniu ich i zbudowaniu na szybko rozpiski - chciałem poużywać trochę nowych zabawek które doszły do codexu IG na którym jeszcze nie udało mi się zagrać - ale wszystko przed nami, poszedłem na turniej.
Bawiłem się doskonale i byłem na prawdę pod wrażeniem jaka wyszła zgrabna lista. Armia ma po trochu wszystkiego, spokojnie można sie pobawić na znaczniki i no i to co najciekawsze - to doskonałe uczucie, że wróg nie będzie się z tobą strzelał :)
Naprawdę ucieszyłem się, że nadal jest wsparcie dla armii których główną siłą jest nastawienie na przyjemność gry, odmianę od "trzyplusów" i nieco inne podejście ze strony przeciwników mimo swojego pozornego przedawnienia. Żeby tylko zwiększyła się się tolerancja na nie na turniejach, to będę chodził z bananem przez cały czas :)))

niedziela, 4 października 2009

Coś się ruszyło.

Jest taki dobry komentarz pod pod postem niżej - "(...)blog na wakacjach?" Aż głupio mi się zrobiło bo... tak, były wakacje i nic się nie działo. Generalnie miałem kilka razy plan żeby wreszcie napisać cokolwiek - nawet jakieś pierdoły, żeby tylko dać oznaki jakiegokolwiek życia. Aż do teraz, mili państwo! Temat jest piękny.
Dziś odbył się któryś tam z kolei lokal i był to lokal nietypowy - 500 pkt parówka. Ostatni raz takie punkty były za czasów kiedy ja z Cićkiem robiliśmy turnieje w szkole na Narbutta. Okazało się, że był to doskonały chwyt marketingowo-promocyjny. Na liście zgłoszeń jak zwykle pokazały się znajome nicki ale co najważniejsze - szybko dopełniła się zupełnie nowymi twarzami. Oprócz tego nawiedziła nas zacna ekipa z Krakowa co również jest niemałym zaskoczeniem. Gdy dotarłem dziś na miejsce własnym oczom nie wierzyłem - pierwszy raz na lokalu w Warszawie, znałem mniejszość ludzi. Pojawiło się dużo młodzieży, dobrze rokującej która, sądząc po panującej atmosferze bawiła się wyśmienicie i chyba wreszcie przekonała się, że to nie jest męczarnia, Prosi nie jedzą ludzi żywcem i powoli zaczynają dostrzegać na czym tak naprawdę polega zabawa "w figurki" Tak więc, liczę na to, że Warszawskie środowisko odżyje, wreszcie zobaczymy coś nowego i pogramy z czymś świeżym. Haha zapominałbym bym o szacownych Dinozaurach które również pojawiły się na turnieju - przypomnę - na 500pkt! Kto by pomyślał że w ogóle wezmą coś takiego pod uwagę. Mam taką teorię, że źle spojrzeli i 500 pomyliło się z 5000 a po zgłoszeniu głupio się było wycofać.
Wygląda na to, że możliwość zagrania z kolegą pomogła przełamać lody i strach młodym graczom (tak piszę młody, młodzież itd - nie to żebym się czuł jakimś starcem ale wiadomo o co chodzi. ;)) co chyba wszystkim wyszło na dobre. No i nie wolno zapomnieć o roli pięciuset punktów które nie są bez znaczenia - nie wydają się tak straszne na początek.


Wszystko to jest o tyle ciekawe dlatego, że ostatnio często rozmawiamy w środowisku na temat naszej lokalnej sceny i sposobów na przywrócenie jej dawnej świetności. Oby to był początek tego procesu, bo już zacząłem się bać że niedługo zaczniemy się dusić we własnym sosie.