niedziela, 7 września 2008

Znów ruszamy

Od Syrenki Zagłady, cierpię na coś w rodzaju dziury publicystycznej. Zwalę winę na turnieje, a raczej ich brak. Wiąże się to z wakacyjną przerwą w Lelewelu o której pisałem jakiś czas temu.
Nastał wrzesień, szkoła została otwarta, a więc Warszawa wraca na arenę turniejową. Pierwszy odbył się wczoraj, gracze dopisali jak to ostatnimi czasy bywa i to nie tylko ci z Warszawy. Wrażenia po pierwszym piątoedycyjnym turnieju można poczytać na Glorii.
Skoro wakacje turniejowe dobiegły końca to na pewno będę pisał częściej.

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Mistrzowie i WIcemistrzowie.



Euro zakończone syto.
Czterdziestka pierwsze miejsce, WFB drugie.
Gratulacje dla reprezentantów.
Życzę sukcesów w następnych edycjach mistrzostw Europy. Mam nadzieję że z puchar będzie bezustannie u nas.

So stand up for the Champions.
hehehe.

wtorek, 29 lipca 2008

Wakacje a turnieje

Od kwietnia turnieje lokalne w Warszawie odbywają się w nowej miejscówce. Całkowita zmiana działalności środowiska wyszła mu na dobre, czego jednym z dowodów jest Syrenka Zagłady. Lelewel jest większy, tańszy i ogólnie wszyscy są bardziej z niego zadowoleni.
Od momentu przenosin do Lelewela, turnieje warszawskie bija rekordy frekwencji, pojawiają się coraz to nowi chętni do pisania regulaminów i prowadzenia turniejów.
Zerwanie z turniejową przeszłością, pozwoliło na utworzenie całkiem prywatnej czterdziestkowej bazy blatowo - terenowej, która z kolei jest - w moim odczuciu - ciekawym czynnikiem integrującym środowisko. Jak? to proste. Wspólne dbanie o nowe spotkania "makieciarskie" itd.
Lelewel niestety sprawił pewien zawód w Wakacje. W sumie to nie można się czepiać. Szkoła jak to szkoła - tylko latem jest czas na remonty i różne inne modernizacje budynku. Jednak wyłącza to Warszawę z turniejowania na dwa miesiące.
Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie Syrenka to doznalibyśmy ogólnostołecznego marazmu turniejowego. Wiadomo, wielu graczy wybierze inne ośrodki, w których cały czas odbywają się turnieje, ale szczerze mówiąc miałem taką małą nadzieję że gdy pod koniec sezonu ukaże się lista zaliczonych turniejów na stornie ligi to zobaczę liczbę 12 przy pozycji "Warszawa"

Na szczęście, jesień zapowiada się wyśmienicie. Arena w Krakowie, Halo Stars w Szczecinie plus oczywiście start naszych turniejów. A skoro już jestem przy Arenie i przy Halo Stars to ciekawy temat powstał na Gildii. 2008 pkt wystarczyło żeby dać super heavies i latacze. Szczecin proponuje jeszcze większy rozmach bez większych zabawek.

Myślę również że po wakacjach, coraz częściej w Warszawie będzie słychać skrót DMP.

Ale póki co zachęcam do wakacyjnego relaksu :p

poniedziałek, 21 lipca 2008

Co tam panie po Syrence?

Znów napotkałem problem. Ciężko jest mi napisać obiektywną ocenę turnieju który sam współorganizowałem. Solucja: Nie będę obiektywny.
W miniony weekend(19 - 20) odbył się warszawski chelek. Dziecko reformy naszego środowiska. Już na wstępie powiem że turniej udany. Przygotowywaliśmy się krótko aczkolwiek intensywnie. mięliśmy około miesiąca na konkretne działania ponieważ decyzja o organizacji turnieju w drugiej połowie lipca zapadła przed 3city Heresy, czyli w drugiej połowie czerwca.

Organizatorem głównym okrzyknął się Zły. Jego dziełem był regulamin, powołanie sędziów, koordynowanie wszystkich działań organizacyjnych. Formuła turnieju była zdecydowanie niecodzienna i mocno eksperymentalna. Według mnie bardzo udana bo jestem fanem Imperial Armour, Apokalipsy, Flyerów, wszelkiej niecodzienności jeżeli chodzi o dopuszczanie jednostek. Jednak już po opiniach na forach, można zauważyć że tylko część graczy podziela mój pogląd. Są tego dwa powody.
Po pierwsze: Zdecydowana mniejszość oryginalnych modeli z FW. Mimo że większość z nich była całkiem porządnie wykonana, to niestety można było odnieść wrażenie, że niestety nie do końca o to chodziło. Tak jakby to właśnie super heavies miały dopakowywać rozpiskę, a nie być w niej dla przyjemności gry czymś nowym, odmiennym, czego raczej na żadnym innym stole turniejowym nie zobaczymy. Jednak są i entuzjaści takiej formuły co niezmiernie mnie cieszy i utwierdza w przekonaniu, że jeden taki dziwaczny turnej na rok nikomu nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie. Może zmotywuje to graczy do zmodyfikowania swoich modeli tak aby były jeszcze okazalsze lub tez nabycia oryginałów.
Co do reszty organizacji. Myślę, że pokazaliśmy spory postęp w stosunku do lutowej klapy. Każdy gracz otrzymał ładną książeczkę z zasadami turnieju, faqiem dotyczącym zasad apokaliptycznych jednostek, kartę gracza i upominkową naklejkę. Niestety minus dla nas za nie przewidzenie problemów z drukarką i kompem Isengrima. Ale była!
Specjalnie skupiliśmy się na poprawie tych spraw które mocno kulały na Varsovia Wars, na przykład na miejscówce. Teraz była to spora Sala gimnastyczna, tak więc nie było ścisku i problemów, z pomieszczeniem wszystkiego. Sam osobiście odczułem jedną wadę tej sali: było okropnie duszno a jestem specjalnie wyczulony na duchotę wewnątrz takich pomieszczeń gdzie naraz przebywa jeszcze w dodatku 50 osób. Wiem jednak że część ludzi może odebrać to jako marudzenie. :)
Oprócz ciekawej sali mnie również zaskoczył standart toalety i pryszniców. Uważam, że były naprawdę porządne. Tu znowu jednak musimy wymierzyć sobie policzek, bo nie pomyśleliśmy o otwarciu drugiej toalety, do tej otwartej często stała kolejka.
Udało nam się ogarnąć również dodatkowe pomieszczenie sypialne i przechowalnie bagaży. Tu oczywiście podziękowania dla Stikmana który zajął się wynajęciem szkoły.

Zaraz po organizacji stoją sędziowie. Zły zaangażował dwóch weteranów i jednego podlotka >:] Pan sędzia główny Isengrim bardzo dobrze dał sobie radę. Był na potrzeby
każdego gracza, Pilnował czasu, i bardzo dobrze rozwiązywał problemy. Pomagał mu w tym MarcinB który również podszedł świetnie do swojego zadania. Ciciek nie był zbyt wybitnie zasłużony jeżeli chodzi o sędziowanie, ale przynajmniej zastąpił Treja który był zmęczony po ciężkiej sobocie, pomagał w organizacji i w problemach z sędziówką.
Wielki szacun dla wszystkich panów, podziękowania i gratulacje.

Ja tym razem brałem udział tylko z backstage'u, zająłem się organizacją transportu terenów blatów i innych elementów ważnych dla całego turnieju. Ale przynajmniej sobie pograłem i było bardzo przyjemnie.

#########

Pora na najczarniejszy rozdział. Bardzo bym chciał nie musieć o tym wspominać, ale bez tego ta notka byłaby kompletna.

Tradycją jest sobotnio - niedzielna impreza turniejowa. Tym razem była ona źle zinterpretowana przez niektórych graczy których dalej będę nazywał "syrenkami"
Alkohol jak to alkohol jest dla ludzi ale jak się okazuje, nie dla wszystkich i wymaga też pewnego "skilla". Podczas gdy turniejowi wyjadacze kulturalnie bawili się w najlepsze i mówie tu o osobach które wiedzą jak utrzymać fason, Syrenki nie próżnowały. Co by się za bardzo nie rozpisywać, powiem tylko, że jak wróciłem ze sklepu zastałem naszą fest miejscówkę w opłakanym, nie,w zarzyganym stanie.
Kolesie upili się do nieprzytomności i pierwszy raz widziałem ludzi w takim stanie.
Powiem, że straciłem wszelką nadzieję na udaną drugą część turnieju i spanikowałem.
Stikman na szczęście nie stracił głowy i zarządził że musimy to wszystko ogarnąć.
Tu wielki ukłon w jego stronę bo posprzątał wszystkie pomieszczenia z moją niewielką pomocą. Wielki ukłon i podziękowania również dla MarcinaB i Leona a także mojego przyjaciela Kuby który wcześniej zajmował się produkcją hot dogów. Podczas gdy ja ze Stikmanem szorowaliśmy rzygowiny i ratowaliśmy niedzielę, oni czuwali przy syrenkach aby ci przypadkiem nie zeszli, a nie musieli tego robić.
Koledzy Dołożyli nam pracy, nie ma co. Mam nadzieję, że nasi koledzy dostali nauczkę i wiedzą co się dzieje jak sie przeceni swoje możwliwości.
W każdym razie niedziela przebiegła równie sprawnie co sobota, my dokończyliśmy naszą imprezę, tu nie obyło się bez konfliktu ze śpiącymi ale chyba nam to wybaczą. ;P

Popsuło to nieco opinie o turnieju który sam w sobie wydawał się naprawdę dobry. No ale cóż... przynajmniej teraz wiemy, że trzeba kontrolować mocno imprezę gdy ci goście się pojawiają :D

Kończę już tę całkiem obszerną relację, chciałem podziękować wszystkim współorganizatorom, sędziom no i graczom którzy nie zawiedli.
Fajnie, że ogólna opinia o Warszawie wzrosła i cieszę się, że udało nam się spełnić większość wymogów dobrego turnieju. Takie opinie jakie widać na forach GV i Gildii tylko motywują do większego skupienia i pracy. A pracy sporo przed nami. Bo na DMP miesiąc nam nie wystarczy a to już musi być klasa sama w sobie.

PS.
Nie wiem czy wszyscy zauważyli ale na turnieju odbywał się również pokaz nowego systemu bitewnego i to jeszcze w dodatku rodzimego, pt. "Pulp City" Zapowiada się obiecująco, zapraszam na tutaj po więcej info.

środa, 16 lipca 2008

Wspomnienie VW

Od kilku dni noszę się z zamiarem skomentowania przygotowań do Syrenki. I muszę przyznać że idzie mi to bardzo opornie. Bo tak naprawdę nie wiem co chciałbym dokładnie napisać.
Stwierdziłem więc, że powinienem jednak coś o Syrence napisać. Albo lepiej: porównać przygotowania do niej z przygotowaniami do Varsovia Wars.

Mogę spokojnie zacząć od tego, że praca nad Syrenką to zupełnie inna bajka. Czuję się trochę jakbym przygotowywał coś od czego miałaby zależeć moja kariera albo coś w tym stylu. Na Syrence zależy mi po stokroć bardziej niż zależało na Varsovii, jak przywołuje to co myślałem przed masterem w lutym, to przypomina mi się podejście - ot taki duży lokal jak to co miesiąc z Cićkiem robiliśmy . Przypomina mi się początek również początek znajomości ze Stikmanem którego poznałem kiedyś tam na lokalu i nie znaliśmy się praktycznie w ogóle. A właśnie przygotowania do VW i sam turniej spowodował, że bardzo się zakumplowaliśmy a oprócz tego, dodatkowo działamy według tej samej idei jeżeli chodzi o stołeczne turnieje - wszystko na 100%.
Varsovia Wars była jednym z pierwszych i największych kontaktów ze środowiskami z Polski. Dzięki temu poznałem wymagania i opinie graczy co do masterów. No i sam zacząłem wyjeżdżać. No i co według mnie jest najważniejsze i co tak naprawdę jest "dziedzictwem" Varsovia Wars to, to, że bez tamtego turnieju i tego jak wypadł nie było by reformy środowiska, większej integracji dyskusji, nawet kłótni i sporów, NO I oczywiście nie byłoby Syrenki.
Syrenka Zagłady to rzecz przygotowywana nie przez 3 osoby jak w lutym ale przez grupę kilku osób, szczerze zaangażowanych w osiągnięcie tym turniejem sukcesu, Syrenka to dla mnie - sposób na pokazanie że gracze z warszawy to nie grupa indywidualistów którzy tylko chcą przychodzić na turnieje, ale ekipa organizatorów, graczy i kumpli.

Można zarzucić tej notce zgorzkniały patos, ale uważam, że właśnie z takiego podejścia rodzą się przepisy na dobre turnieje. Bo jednak nam wszystkim chodzi o to żeby się dobrze bawić. Dlatego nie boję się stwierdzić, że tak naprawdę cieszę się w pewnym sensie, że master był jaki był.


Ps.
Zapomniałbym! Bez VW nie odkurzyłbym mojego bloga!

środa, 2 lipca 2008

Już coraz bliżej ... Apokalipsa

Do stołecznego chelka już tylko nieco ponad dwa tygodnie. Co tu dużo gadać - dwa tygodnie pracy, przygotowań i dopieszczania naszej małej apokaliptycznej przepustki (oby) do mastera.
Jak do tej pory nie napotkaliśmy jeszcze żadnych większych, mniejszych z reszta też nie, problemów logistycznych. Na forach za to coraz to nowe wątpliwości wzbudzają zasady i oczywiście chodzi tu o zasady apokaliptyczne.
Tak więc mamy problemy dotyczące siły D, często występującej w dużych bitwach, działania zasady "Mrok" na duże zabawki, szarżowania z dreadclawa i jeszcze kilka innych, wzbudzających niekiedy agresywne dyskusje problemów. W związku z ustaleniem ostatecznej listy sędziów na turnieju (w nieprzypadkowej kolejności: Isengrim, MarcinB, Ciciek), ekipa organizacyjna dała im wolną rękę w sprawie interpretacji zasad i możliwość podejmowania "autorytarnych" decyzji. W miarę rozsądku oczywiście.
Zapadła również decyzja o stworzeniu hehe... "AKZtów" czyli Apokaliptycznych Klaryfikacji Zasad" czyli spisaniu wszystkich problemów które pojawiły się nie tylko na GV ale też np na Gildii, i oficjalnym wyjaśnieniu ich przez sędziów. AKZ będą dostępne zapewne już niedługo oraz wprowadzone będą jako załącznik do "niezbędnika" już na samym turnieju.
Kolejnym problemem i pytaniem na które często musimy odpowiadać "nie" jest "czy mogę użyć drop poda jako dreadclawa" itd itp. NIE, dlatego, że po to zdecydowaliśmy się na tak nietypowy turniej, aby osiągnąć max satysfakcji i przyjemności z gry. Korzystanie z ordynarnych proxów, kiepskich scratchów, i tym podobnych wyrobów autorskich, całkowicie uniemożliwia osiągnięcie tego celu. Hobbystyczna część została i tak potraktowana po macoszemu, oczywiście ze względu na to że jest to jednak chelek a nie master, ale również dlatego, że mamy nadzieję przyciągnąć sporą liczbę graczy. A szczególnie tych graczy którzy chcieliby pojeździć nieco cięższymi czołgami i postrzelać z nieco większych placków. Sam w tym roku nie biorę udziału w sędziowaniu ( i bardzo dobrze :P) co pozawala mi zagrać, choć nie Armoured Company jak to zwykle bywa ale inną fajną armią. Mogę być jednak pewny, że dzięki jednemu panu z Poznania, moje lemany i benek pojawią się na stołach. Cieszy mnie również fakt, że dzięki takiej formule turnieju jak nasza, gracze dają upust swojej inwencji i chcą spróbować, jak to jest zagrać inaczej niż zazwyczaj. np. tu są efekty.

Jeszcze jedną rzeczą która rzuca się w oczy jest zmieniona nazwa: "Syrenka Zagłady" - trzeba przyznać, wymyślona na szybko, nie wiem czy nie lepiej byłoby "... Apokalipsy" ale częstotliwość wypowiadania tego słowa a propos turnieju, może już przyprawić człowieka o nudności, więc niech już lepiej będzie jak jest.
A poza tym, stworzony już został bannerek:


jest pewnie jeszcze sporo rzeczy o których można by napisać parę słów, ale postanowiłem budować napięcie :] i omawiać turniej po kolei. A więc do miłego :)

wtorek, 24 czerwca 2008

Trójmiejska Herezja zakończona sukcesem.

Czyli jak mawia Zły: "plan minimum wykonany" :] W weekend 21 - 22.VI.2008 W Gdyni konkretnie, odbył się turniej klasy master. Tegoroczna edycja nosiła nazwę 3City Heresy i odbywała się w ramach konwentu fantastyki "3fikcje".
Pomyślałem sobie, że oprócz szybkiej opinii na forum powinienem machnąć tu nieco obszerniejszą recenzję, co niniejszym czynię.
Na początku muszę zaznaczyć, że był to mój pierwszy wyjazdowy master dlatego będzie to coś w stylu "opinia świeżaka"
Właściwie to zacznę od narzekania, a co mi tam :)
PkP i częściowo nasze lenistwo zapewniło nam wspaniałą, niezwykle przyjemną sześciogodzinną podróż pociągiem w okolicach kibla, jednak przednie towarzystwo i milion tematów do rozmów spowodowało, że nie było tak źle jak przypuszczaliśmy. Koniec końców dotarliśmy połamani, wygnieceni i trochę spóźnieni na turniej. Pierwszą bitwę musieliśmy więc zagrać między sobą.
To co pierwsze rzuciło się w oczy to miejsce w którym graliśmy, obszerna sala sportowa, nie ma mowy o żadnym ścisku, zaduchu i niewygodzie, jestem pod wrażeniem. Nawet mimo tego że czterdziestka nie była jedynym użytkownikiem tej sali - mowa tu o innych uczestnikach konwentu którzy poddawali się rozkoszom w gry planszowe karciane, można było poobserwować "ciekawe" larpy, "pokazy" walk orężem średniowiecznym itp. ogólnie było to zabawne :):) ale kto widział ten wie o czym mowa i dlaczego użyłem cudzysłowia. W każdym razie nie było czuć jak to ktoś, gdzieś napisał "klimatu konwentu" co też było plusem.
Wróćmy jednak do 40k i do naszego mastera. Organizacja. Jest bez wątpienia bardzo ważnym elementem każdego turnieju dwudniowego. Moim zdaniem była bez zarzutu, ścisłe trzymanie się ram czasowych, Bardzo fajny sposób przeprowadzenia testu wiedzy, ocena malowania, informowanie o wszystkim graczy - to wszystko sprawiało, że naprawdę na turnieju było naprawdę przyjemnie. Warto też wspomnieć o sędziach - Jaro Asmo i Yedli naprawdę dobrze spełniali swoją rolę, nie tylko byli na każde zawołanie ale też sami pytali czy wszystko jest jasne i czy nie potrzeba żadnej pomocy.
Gracze. tych było niewielu, nie wiem czym było to spowodowane, czy zbyt małą odległością czasową między ogłoszeniem terminu mastera a samą imprezą, czy może tym że odbywał się on w trakcie sesji na wielu uczelniach. W każdym razie co by nie było, to skład był przedni i z każdym, no prawie każdym przeciwnikiem grało mi się bardzo przyjemnie. Choć bez awantur się oczywiście nie obeszło. A wszystko było związane z pewną postacią no i może było to spowodowane piętnem jednego z niedawnych flame'ów na GV. Ale oprócz tego pełen luz. Potwierdził to dodatkowo wypad do nadmorskiej knajpy wieczorem. Jak już jestem przy wieczorze to warto wspomnieć również o nocy - nocleg był na miejscu, pełen wypas a z rana można było wziąć odświeżający prysznic w całkiem schludnych warunkach. Duży plus.
Ze Złym kombinowaliśmy w pociągu do czego można by się przyczepić, i po wielogodzinnych (dosłownie!) rozważaniach stwierdziliśmy że jest taka rzecz. Mianowicie tereny, ja narzekałem na jakość a Zły na ilość, ja lubię dużo area terrainów lasów itp a mło dziwnych górek które ciężko sklasyfikować mikroskopijnych przeszkadzajek typu kratery murki itp, Zły wolałby żeby było po jeszcze jednym terenie na stole. Mimo wszystko i tak nie podobały mi się dwa stoły na których grałem. Wiadomo, że nie można mieć wszystkiego i trzeba brać to co jest, a jak jest trudniej to trzeba się jeszcze wykazać skillem, dlatego oficjalnie przymykam na to oko.
I tak właśnie płynęły godziny turniejowe, aż do rozdania nagród. Te ufundowane były w większości przez Microart Studio a nagrody za 3 pierwsze miejsca to bardzo ładne puchary. Warto też zalansować się i wspomnieć że Pierwsza nagroda pojechała razem ze Złym do Warszawy. Do Warszawy pojechało też ostatnie miejsce - w tym przypadku jest to moja i tylko moja zasługa. No dobra, zwale tez trochę na moją Kompanię Pancerną która nie okazała się godną masterową armią. Choć trzeba przyznać że widok Pancernej na masterze był niecodzienny, co można stwierdzić ja kilka osób było wręcz zdziwionych że ktoś tym gra.

Podsumowując, master bardzo mi się podobał. Nie chce mi się pisać po raz któryś tego że na pewno będę odwiedzał Trójmiasto co rok itd itp. Po prostu było fajnie i już. Wiadomo :)